KAUKASKA ODYSEJA - Giestoła - Szczytowanie
lipkowski Wyświetlono: 160 razy 2006-02-20 22:32:16![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.04 (73 głosów) |
Najwyższe szczyty Europy. Miesiąc akcji górskiej. Granice; klimatyczna, polityczna i kulturowa. Ryzyko, przygoda a na pewno niesamowity wysiłek. I wszystko to w górach Kaukazu.
http://republika.pl/male_eskapady/
Dzisiaj atak szczytowy. Byliśmy pewni triumfu, jednak fetować można dopiero po powrocie do bazy, bo szczęśliwy powrót jest tak naprawdę tym właściwym sukcesem, a nie zdobycie szczytu. Zadzwonił budzik.
- Trzeba wstawić wodę - zaczął zaspanym głosem Grzesiek – zacznij gotować – dodał sam odwracając się na drugi bok. Nie chciało mi się już spać, ale leżałem. Dlaczego to niby ja mam gotować wodę, a on sobie ma spać, ponadto robiłem to wczoraj rano.
- Rekin rusz dupę wstajemy i gotujemy wodę. - Powiedział jakby rozdrażnionym głosem, sam jednak nie czyniąc nic w tym kierunku.
- Jakoś nie widzę żebyś się podnosił. – Odpowiedziałem.
- Co będziemy gotować we dwóch?
- Nie możesz sam – przyjął moją odpowiedź milczeniem.
Poleżeliśmy jeszcze godzinkę, nim podjęliśmy jakieś działania w kierunku wyjścia. Jednak w końcu się udało. Wyszliśmy. W promieniach wschodzącego słońca zaczęliśmy łoić pierwszy pagór. Na nim też pojawiła się, że tak to nazwę, mała niedogodność. Otóż produkty, które spożyliśmy w ciągu ostatnich dni, a nie było ich wiele, chciały powrócić do natury. Jednym słowem męczyła mnie kupa. A w górach i na tej wysokości nie jest to taka prosta sprawa. Oczywiście pomijam fakt, że trzeba to robić na kuckach. Bo tutaj to normalne, nawet w kiblu się kuca. Problem był innej natury. Sprzęt i ubranie, z którego trzeba się wydostać, ogromna strata czasu. Przeszliśmy pierwszy pagór. Siedliśmy na plato i rozważaliśmy wszystkie za i przeciw. Wszystko przemawiało za tym, że muszę podjąć wyzwanie. No i podjąłem. Odszedłem na stronę, rozdziałem się ze sprzętu, no i jazda. Siliłem się wyciskałem z całej mocy, aż mnie głowa rozbolała no i dupa zmarzła. A w efekcie, co? Zaledwie mały koreczek. Odziałem się i wróciłem do towarzysza. Przedstawiam jak sprawy stoją. A ten zamiast powiedzieć, że to normalne, to zajechał mi z grubej rury.
- A ja ci powiem – rozmarzył się lekko jakby wspominając jakieś miłe chwile – dzisiaj z rana wycisnąłem całkiem niezłą kiełbaskę. A teraz mam taki miły luz w dupie.
Nie mogłem być gorszy. Musiałem spróbować ponownie, co jednak i tak nie skończyło się niczym większym niż poprzednim razem.
Zostało nam ostatnie 300m różnicy wysokości. Poruszaliśmy się powoli. Znowu do głosu dochodził brak aklimatyzacji. Łoiliśmy mimo bólu i zmęczenia. Krok za krokiem coraz bliżej wierszyny, i krok za krokiem coraz słabsi. Dzisiejsze trudności wspinaczkowe ograniczały się do około 60m połaci lodowej. Chcieliśmy ją zaporęczować. U dołu wkręciliśmy śrubę lodową. Grzesiek ruszył pierwszy. Doszedł na długość liny i nie bardzo miał gdzie zrobić stanowisko. Zabił dziaby i wybrał linę.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

















