• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28277
  • Porad: 18790
  • Postów: 112497
  • Tematów: 10278

KAUKASKA ODYSEJA - Giestoła - Namiot

lipkowski Wyświetlono: 93 razy 2006-02-20 22:28:21
  Ocena:2.86 (44 głosów)


Najwyższe szczyty Europy. Miesiąc akcji górskiej. Granice; klimatyczna, polityczna i kulturowa. Ryzyko, przygoda a na pewno niesamowity wysiłek. I wszystko to w górach Kaukazu.
http://republika.pl/male_eskapady/

Pobudka o 3.00 poszła dzisiaj wyjątkowo sprawnie. Nauczeni wczorajszym doświadczeniem dzisiaj nie parzyliśmy herbatki, zdecydowaliśmy się na kawę. W przeciwieństwie do Grześka nie lubię tego napoju, ale wszystko było lepsze od wczorajszej breji. Kilka herbatników i w drogę. Wyjrzałem z namiotu a to, co ujrzałem mnie nie zachwyciło. Lalwier cały był pokryty chmurami.
- Chyba jeszcze poleżymy z pół godziny. Tam nic nie widać. – Powiedziałem zrezygnowanym tonem.

Spakowani i gotowi do wyjścia przeleżeliśmy pół godziny oczekując widoczności. Było to zimne pół godziny. Chłód przeszywał wszystkie członki i nie bardzo było jak się ogrzać. Chcieliśmy iść wtedy przynajmniej jest ciepło. Przejaśniło się, no i atak.
Początkowo szliśmy bez asekuracji, tak było szybciej. Zaczęło się śnieżnym stromym podejściem a potem był nie krótki odcinek firnowo lodowy około 70° stopni nachylenia, który wkosiliśmy na dziabach. W trudniejszych momentach byłem zły, że się nie jesteśmy związani, ale potem już się przyzwyczaiłem. Tak doszliśmy do skał. Odtąd zaczęliśmy się asekurować. Wyciągi nie były trudne. Prowadził głównie Grzesiek. Nie wiem, czemu ale miałem odczucie jakby nie wierzył w moje umiejętności. Dochodziłem do niego a on zaczynał następny wyciąg trochę mnie to wkurzało, tym bardziej, że sam nie zakładał żadnych przelotów, nawet tego pierwszego kierunkowego. Ja na stanowisku, potem on na stanowisku i tak raz po razie.

Grzesiek prowadził kolejny wyciąg, oczywiście bez przelotów. Odszedł na jakieś 15m. Patrzałem jak się wspina, kiedy nagle obsunął się głaz, za który chwycił. Uskoczył na występ skalny, przycisnął się do niego brzuchem i ścisnął wszystkimi członkami. Głaz przetoczył się i spadł w dolinę a pomniejsze kamienie pokaleczyły mu nadgarstek. Jeszcze leżał tak przez chwile nim zdecydował się dalej wspinać. Już do końca wyjazdu kurował tą rękę. Ja siedziałem jako bierny obserwator, zaparłem się nogami i tylko zastanawiałem się, w którą stronę polecimy. Nie wiem, czemu, ale sytuacja ta nie napawała mnie lekiem, ale wręcz rozweseliła. Nie polecieliśmy. Potem jeszcze z trzy cztery wyciągi, z czego ja poprowadziłem dwa śnieżne i byliśmy na Lalwierze. Przed nami roztaczał się piękny widok gór Kaukazu. Gdzieś w oddali Elbrus; Uszba i mnóstwo szczytów, których nie znaliśmy.

Dalej było mozolne dreptanie. Schowaliśmy linę i trawersowaliśmy mór Bezingi. Niby nie trudno, ale znowu dawała się wyznaki wysokość i słońce. Było gorąco; bolały stopy i ramiona od plecaka, no i najgorsze ból głowy, który w żaden sposób nie chciał nam odpuścić. Potem w bazie jedna polka zadała mi pytanie – Patrzyłam na mapę.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje

RosjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju