• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28277
  • Porad: 18790
  • Postów: 112497
  • Tematów: 10278

KAUKASKA ODYSEJA - Giestoła - Byle pod Lalwier

lipkowski Wyświetlono: 81 razy 2006-02-20 22:24:17
  Ocena:3.39 (57 głosów)


Najwyższe szczyty Europy. Miesiąc akcji górskiej. Granice; klimatyczna, polityczna i kulturowa. Ryzyko, przygoda a na pewno niesamowity wysiłek. I wszystko to w górach Kaukazu.
http://republika.pl/male_eskapady/

Długo nie mogliśmy zasnąć, a tu dzwonek telefonu. Godzina 3.00. Czyżby trzeba wstawać.
- Ten dźwięk nie jest miły – wymamrotał Grzesiek – tylko, bzzz.. bzzzy i jeszcze ten piskliwy sygnał.
- Następnym razem wezmę kukułkę i będzie kuku, kuku, kuku – odparłem przekręcając się na drugi bok w śpiworze.

Leżeliśmy w ciemności czekając na jakąś decyzje towarzysza. Trudno było ruszyć dupy z ciepłego posłania i zasmakować porannego chłodu. Całą noc schodziły lawiny. Słychać było odgłosy tąpnięć przypominające huki odległej burzy. Czasami odległe, czasami bardzo bliskie. Ogólnie noc była ciepła. Żadnych podmuchów wiatru przewracających namiot. Jednak w powietrzu wisiała jakaś groza, a może po prostu niepewność połączona z ciekawością; co przyniesie dzisiejszy dzień?

- Ja myślałem, że to schodzi tylko w dzień – zagadałem do Grześka wciąż gnijąc w śpiworze.
- No właśnie w nocy nie powinno. A sio.. – Przeganiał głosem barany, które niewiele sobie z tego robiły, wchodząc niemal do namiotu
- Chociaż z drugiej strony śnieg nagrzewa się przez cały dzień, a na noc, kiedy przychodzi mróz ścina bloki śnieżne, które pod swoim ciężarem odpadają i wywołują lawinę. – Wysnułem teorie, przedłużając w ten sposób chwile spoczynku w ciepłym śpiworze.

Jednak w końcu trzeba było się zebrać. Zrobiliśmy poranną herbatę, co okazało się kompletną porażką. Mieliśmy dobrą herbatę smakową (nie pamiętam, jaką), tyle że woda na tej wysokości wrzała w niższej temperaturze niż w bazie, w temperaturze, która jak się okazało nie była wystarczająca by zaparzyć nasze ziółko. Otrzymaliśmy breje, ohydną w smaku.

W końcu wyszliśmy. Zaspawaliśmy się już na podejściu pod lodowiec. Tak pod lodowiec. Jeżeli spojrzycie na mapę, to zauważycie, że lodowiec, Bezingi jest w kształcie litery T i właśnie końcówka tej górnej prawej połowy daszka została nam do przejścia. Początkowo było płasko jednak później dosyć stromo pod górę. Raki zapychały się od mokrego śniegu. Oczywiście gdybyśmy wyszli wcześniej, nie szlibyśmy w promieniach słońca a to by było wielkim ułatwieniem. Ot taka nauczka na przyszłość. Pokonanie dzisiejszego odcinka trwało wieczność. Każdy z nas przyjął własną taktykę przemieszczania się. Ja dreptałem niemalże w miejscu byle tylko do przodu, natomiast Grzesiek przystawał, co chwile by zaczerpnąć oddechu. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że jeden i drugi sposób był mało wydajny. Po drodze napotkaliśmy kilka szczelin, które o zgrozo, pokonaliśmy w czysto Holiwoodzkim stylu. Przeskakiwaliśmy bądź przechodziliśmy po śnieżnych mostkach. Potem zostało już tylko niemal płaskie podejście pod Lalwiera.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje

RosjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju