Spitsbergen - listopad 2001
trzcionka Wyświetlono: 389 razy 2006-02-20 14:41:46![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.62 (69 głosów) |
SPITSBERGEN - listopad 2001
http://www.trzcionka.prv.pl/
110 kilometrów po tundrze, kamieniach i lodzie
Nikt nie obiecywał, że będzie lekko i faktycznie lekko nie było. Uzmysłowiłem to sobie chyba w połowie drogi, w drugim dniu pokonywania lodowca. Cały czas maszerowaliśmy w rakach, ciągle tylko w górę i w górę, przy siąpiącym deszczu, który sprawiał, że nasze 30-kilogramowe plecaki stawały się jeszcze cięższe. Plecy już nie bolały, krwawiące pięty też. Zapomniałem nawet o naciągniętym ścięgnie Achillesa. Chciało się pić i jeść, a do wieczora i obozowania jeszcze daleko. Dobrze, że chociaż tej nocy nie musiałem stać na warcie ze strzelbą w ręku wypatrując w ciemnościach niedźwiedzia polarnego. Tego dnia miałem tylko jedno na myśli, schować się w ciepłym, chociaż wilgotnym śpiworze i jak co dzień zjeść jakąś wysokokaloryczną papkę zapijaną gorzką herbatą.
Spacer to nie będzie
Nasza wyprawa rozpoczęła się z początku września 2004 roku w Gdyni. Porwałem się na nią, bo zawsze chciałem zobaczyć jak tam jest, za kołem podbiegunowym. - Dasz radę, ale spacer to nie będzie - ostrzegał mnie Krzysiek Michalski, geolog z Warszawy, którego poznałem przez Internet. To on wszystko zorganizował, a że zabierał żonę Olę i 62-letniego kolegę Jacka Bednarczyka, pomyślałem, że może jednak dam radę. W Gdyni poznałem pozostałe dwie osoby z naszej szóstki. Grzegorz Chodaczek, farmaceuta, jest z Wrocławia, a Przemek Puczko z Łodzi. Na Spitsbergen też jechali po raz pierwszy, więc ośmiodniowy rejs statkiem Horyzont II Akademii Morskiej upłynął nam na rozważaniach, jak to tam będzie. No może nie cały rejs, bo przez cztery dni był taki sztorm, że niewiele gadaliśmy.
W majtkach na mrozie
Krzysiek był na Spitsbergenie nie po raz pierwszy. Zimował już nawet w Polskiej Stacji Polarnej w fiordzie Hornsund, a okolice znał jak własną kieszeń, więc obaw, że gdzieś nas po drodze wessie, nie miałem. W dodatku był jeszcze Jacek, a ten to już prawdziwy polarnik. Na Spitsbergenie spędził trzy zimy! Stacja polarna Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk, najdalej na północ wysunięta polska placówka naukowa prowadząca działalność całoroczną, sprawia wrażenie wielkiego schroniska. Długi drewniany budynek stoi kilkadziesiąt metrów od morza, nad Zatoką Białego Niedźwiedzia (Isbjornhamna) w fiordzie Hornsund. Spędziliśmy tu kilka dni. Wysłuchaliśmy opowieści o krwiożerczych niedźwiedziach, na które trzeba uważać na każdym kroku, o 20-metrowych szczelinach, które czekają na nas na lodowcu Torella i zmiennej pogodzie, która ze słonecznej w kilka minut może zamienić się w zamieć. Zabraliśmy broń, naboje, liny, telefon satelitarny, uprzęże, czekany, namioty, pękate plecaki. Jedzenia zapakowaliśmy tylko tyle, ile konieczne.
| Oceń relację |
NorwegiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

























