Do XVII w. Mauritius był niezamieszkaną wyspą na Oceanie Indyjskim, o której istnieniu mało kto wiedział. Odkryli ją i zasiedlili czarnoskórymi niewolnikami Holendrzy. Dzisiaj Mauritius to prawdziwy tygiel kulturowy. Tu spotykają się drogi metysów, czarnych, białych i żółtoskórych – hinduistów, buddystów, chrześcijan i muzułman. Życie kobiet w tej złożonej społeczności wydaje się tak samo różnorodne…
Kobiety z wyspy Mauritius

Artur Cieślar2006-02-19 16:40:01
Wyświetlono razy (ostatnio: )
wakacji, które na Mauritiusie zaczynają się wraz z nastaniem lata – w grudniu. Po południu, w hotelowym uniformie, udziela informacji o wyspie. Wieczorem przemienia się w boginię – odziana w bogato zdobione sari wita gości hotelowych u wejścia do restauracji. Czarujący uśmiech, wykwintne gesty i znajomość pięciu języków zachodnich – oto jej atuty.
Podczas wieczoru kuchni indyjskiej Jacqueline opowiada wyczerpująco o bogactwie smaków kuchni maurycjańskiej, zachęca do spróbowania ceviche, sałatki z surowej ryby lekko marynowanej w soku z limonki. Przy stoliku siedzi jej ojciec – Radżif, szanowany na wyspie bankowiec. Co chwila dokłada mi na talerz cienkie jak pergamin plastry wędzonego marlina. Po drugiej lampce wina z południowej Afryki zaczynamy tematy nieco bardziej duchowe.
– My, Maurycjańczycy, jesteśmy bardzo uduchowieni. Nie dajemy się tak łatwo pożreć światu pieniądza. Zawsze powtarzam swoim dzieciom, że to człowiek robi pieniądze a nie pieniądze człowieka. Staramy się oprzeć liberalizmowi. W naszej młodej republice wciąż walczymy o zachowanie takich wartości jak: wrażliwość na drugiego człowieka i więzy rodzinne.
Jutro całą rodziną pojadą do Ganga Tola – świętego dla wszystkich wyznawców Śiwy miejsca na Mauritiusie. Zabiorą nawet osiemdziesięcioletnią babcię, która w czerwonym sari stanie przed posągiem Śiwy i boga Hanumana i złoży mu w ofierze trociczki i swoje modlitwy. Rok temu Radżif wynajął autobus i zaprosił całą rodzinę na wycieczkę dookoła wyspy. Twierdzi, że to dobry sposób na umacnianie więzów rodzinnych.
– Przyjeżdżamy na jedną z setek plaż, rozkładamy matę i rozmawiamy, jemy, pijemy soki. Robimy sobie setki zdjęć, aby było co wspominać w porze deszczowej. Tak rzadko mamy czas dla siebie – tłumaczy.
Mauritius będę wspominał jako wyspę różnorodności, bogactwa kolorów, zapachów, urody człowieka, którego skóra, wiara, przekonania i obyczaje mogą być tak inne, tak różne, także od naszych wyobrażeń. Zawsze kiedy żegnam się z miejscem nowym, którego właśnie na krótko dotknąłem w mojej wędrówce, kontempluję zachód słońca, w którego ciszy można sobie wszystko ułożyć w głowie i sercu…
Na lotnisku Plaisance (Przyjemność – nazwa godna tej wyspy!) gwarno i tłoczno – turyści wydają ostatnie pieniądze na wielkie pudła wypełnione anturium i innymi rajskimi kwiatami. Fragment przyrody maurycjańskiej jeszcze przez kilka tygodni będzie cieszył wzrok w zimnej, grudniowej Europie. Jeszcze jedno zdjęcie z raju, jeszcze jeden kadr z wyspy słońca i wiecznego lata… Potem zostanie tylko opalenizna, ale przede wszystkim uśmiech tutejszych ludzi, ich niezwykła pogoda ducha i łagodność. Przed wejściem do samolotu odbieram sms: "Bądź dzielny, kochaj, żyj pełnią i wracaj do nas darling! Szaku z Mauritiusa".
Zobacz zdjęcia:
Mauritius
Mauritius - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























