Dziś Zgorzelec, jutro Lesoto...czyli jak na krótką chwilę (znowu) znalazłem się w cieniu Księżyca
stalker Wyświetlono: 2448 razy 2006-02-09 11:58:54![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.64 (180 głosów) |
W listopadzie 2002 roku wybraliśmy się do Republiki Południowej Afryki, by obejrzeć całkowite zaćmienie Słońca. Tym razem zaćmienie miało być bardzo krótkie (niespełna półtorej minuty), ale pomimo tego zaplanowaliśmy wykonanie podobnych jak w ubiegłym roku naukowych obserwacji spolaryzowanego światła korony słonecznej (zajął się tym Tomek Mazur); chcieliśmy także po prostu podziwiać spektakl zagrany przez Naturę. Kilka zdjęć zaćmienia prezentujemy tutaj. Na razie są to tylko zdjęcia fazy częściowej przed całkowitym zaćmieniem, ale wkrótce umieścimy także zdjęcia fazy całkowitej.
Preludium
Na poszukiwanie księżycowego (może powinienem raczej napisać Księżycowego, żeby
podnieść jego rangę ?) cienia wybraliśmy się tym razem większą ekipą niż
półtora roku wcześniej. Oprócz członków "Solaris" (Toma, Qeda, Fachowego i
mnie) w Airbusie A320 hiszpańskiej "Iberii" w zimny niedzielny wieczór 17.
listopada miejsca zajęli także dwaj inni Polacy: znany podróżnik Rysiek
Czajkowski oraz Grzesiek Lewocki. Zanim jednak spotkaliśmy się w Berlinie i
wystartowaliśmy z lotniska Tegel, minęła prawie doba.
W wyludnionych Świebodzicach w niedzielę około godziny czwartej rano jedynymi
przechodniami są koty, które - zdumione - na wszelki wypadek umykają na
bezpieczną odległość przed dziwną postacią objuczoną dwoma plecakami i
namiotami. Postać ta zmierza wyraźnie w kierunku dworca kolejowego. Jest
jedynym pasażerem oczekującym na pociąg z Wałbrzycha do Wrocławia. Tak, ta
postać to ja.
Na szczęście udało mi się przespać kilka godzin przed wyjazdem; czuję się
wypoczęty i gotów do podróży na koniec świata. Rozklekotany pociąg ospale toczy
się po szynach. Zarzygane, zasypane potłuczonymi butelkami, zgniecionymi
puszkami i kartonami po sokach owocowych perony zapadłych stacyjek są niemymi
świadkami tego, co działo się na nich może dziś, może wczoraj...
Wszechogarniający brud wzbudza we mnie melancholię. Czy zatęsknię za nim tam, w
Afryce...?
Dziś Zgorzelec...
Z "Solarisowcami" spotykam się we Wrocławiu. Niemal jednocześnie pojawiamy się
na peronie, na którym stoi już nasz pociąg. Ostatnie pożegnania, nieukrywana
radość na twarzach - nareszcie jedziemy ! Tyle o tym mówiliśmy, pisaliśmy,
nawet śniliśmy... I w końcu robimy to !
Jazda z Wrocławia do Zgorzelca nawet pociągiem pospiesznym wydaje się trwać pół
życia. Opadają powieki tym, którym nie dane było wyspać się przed wyjazdem.
Mnie pozostaje spoglądanie przez okno na budzącą się do życia Polskę. Nasz kraj
żegna nas przepięknymi, soczystymi barwami świtu i wschodzącym Słońcem.
Docieramy do Zgorzelca. Pociąg rusza dalej, a my zarzucamy duże plecaki na
grzbiety, mniejsze na brzuchy, namioty i inne akcesoria bierzemy w ręce i
ziewając ruszamy za naszym potężnie zbudowanym, milczącym przewodnikiem, który
obiecuje pokazać drogę do przejścia granicznego.
Docieramy w końcu do biało-czerwonych szlabanów. Szybka kontrola paszportów,
podejrzliwe pytania celnika o prawdziwy cel podróży - i już wita nas
Görlitz.
| Oceń relację |
Komentarze
RPAWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























> Wszystko pięknie opisane, gratuluję zmysłu
> reporterskiego i humoru.
Dziękuję :) Podziękowania zarówno dla p. Roberta, jak i innych czytelników, którym podobał się mój opis, pocięty przez Odyssei na niewygodne w czytaniu kawałeczki.
> P.S. Jeśli chodzi o "Księżycowy cień" to w tym
> przypadku powinna być duża litera nie ze względu
> na rangę lecz przede wszystkim dlatego, że to
> ciało niebieskie jest nie tylko księżycem naszej
> planety ale również nosi taką nazwę własną w
> języku polskim.
Wiem, jestem z wykształcenia astronomem ;) Ale pomimo tego, że staram się dbać o poprawność języka, to nie jestem purystą i uznałem, że nie warto "kruszyć kopii" i za wszelką cenę pisać zgodnie z nomenklaturą astronomiczną. W końcu jest to luźna opowieść o podróży, a nie artykuł naukowy ;)
Wszystko pięknie opisane, gratuluję zmysłu reporterskiego i humoru.
P.S. Jeśli chodzi o "Księżycowy cień" to w tym przypadku powinna być duża litera nie ze względu na rangę lecz przede wszystkim dlatego, że to ciało niebieskie jest nie tylko księżycem naszej planety ale również nosi taką nazwę własną w języku polskim. Pozdrawiam.
Znaczy, bardzo interesująco opisana wyprawa.
Ja również przeczytałem jednym tchem, chociaż jeszcze nie byłem w RPA, ale kto wie. Kilka miesięcy temu kupiłem przewodnik z mapą i na razie planuję i czytam, na decyzję przyjdzie czas mam nadzieję wkrótce. Gratki za reportaż nie każdemu chciałoby się tyle napisać i opisać swoje przygody. Tylko pozazdrościć. Pozdrawiam.
Przeczytalem jednym tchem.Reportaż z wycieczki wyśmienity.Niektore
opisywane miejsca w RPA mialem przyjemność także zwiedzić.