W listopadzie 2002 roku wybraliśmy się do Republiki Południowej Afryki, by obejrzeć całkowite zaćmienie Słońca. Tym razem zaćmienie miało być bardzo krótkie (niespełna półtorej minuty), ale pomimo tego zaplanowaliśmy wykonanie podobnych jak w ubiegłym roku naukowych obserwacji spolaryzowanego światła korony słonecznej (zajął się tym Tomek Mazur); chcieliśmy także po prostu podziwiać spektakl zagrany przez Naturę. Kilka zdjęć zaćmienia prezentujemy tutaj. Na razie są to tylko zdjęcia fazy częściowej przed całkowitym zaćmieniem, ale wkrótce umieścimy także zdjęcia fazy całkowitej.
Dziś Zgorzelec, jutro Lesoto...czyli jak na krótką chwilę (znowu) znalazłem się w cieniu Księżyca
Stalker2006-02-09 11:58:54
Wyświetlono razy (ostatnio: )
z młodzieżowymi
plecakami, ale nic to. Zamawiamy dwie porcje (właściwie cztery, ale podane w
dwóch brytfannach) owoców morza, które nie nazywają się tutaj po prostu "frutti
di mare", lecz "seafood platter" - dosłownie "taca z morskim jedzeniem". Danie
wydaje nam się podejrzanie mało kosztować, ale to tym lepiej dla nas. Na
przystawkę dostajemy ostrygi, które mam okazję próbować pierwszy raz w życiu, a
do tego butelkÄ™ zimnego "Castle".
Po kilkunastu minutach pełnego napięcia wyczekiwania kelnerzy przynoszą dwie
spore żeliwne patelnie na podgrzewaczach, wypełnione - mało powiedzieć, że po
brzegi - skarbami morza. Królują wśród nich czerwone langusty, towarzyszą im
krewetki, kawałki kałamarnic i oczywiście "pospolite" ryby. Do tego mamy ryż
biały i żółty oraz rozmaite sałatki.
Konsumpcja trwa dłuższą chwilę. W pewnym momencie pusta dotąd sala zapełnia się
czarnoskórymi gośćmi, którzy zasiadają do przygotowanych wcześniej stołów i po
skończonym posiłku wychodzą znacznie wcześniej od nas. My dostajemy jeszcze
lody i prosimy o rachunek. Zgadujemy, ile zapłacimy: sto, może sto pięćdziesiąt
? Wyciągam rachunek: czterysta randów ! No, trzeba przyznać, że nieźle nas
wykołowali... Równowartość dziesięciu dolarów stanowi chyba jakąś magiczną
cezurę w Afryce, przynajmniej jeśli chodzi o kulinaria - w ubiegłym roku w
Zambii za wieczornego grilla nad jeziorem Kariba zapłaciliśmy dokładnie tyle
samo...
Po tak obfitym obiedzie, od którego nasze żołądki już chyba odwykły, jesteśmy
ociężali i rozleniwieni. Nie poddajemy się jednak chęci odpoczynku, wręcz
przeciwnie - najpierw jedziemy do miasta po zakupy, a po powrocie zostawiamy
...
opisywane miejsca w RPA mialem przyjemność także zwiedzić.
Henryk z Zielonej Gory, 2007-01-28 20:19:24
Zobacz zdjęcia:
RPA
,
Lesotho
RPA - wybierz obszar, który cię interesuje:











































Turysta,2008.08.17, 2008-08-17 20:26:04