W listopadzie 2002 roku wybraliśmy się do Republiki Południowej Afryki, by obejrzeć całkowite zaćmienie Słońca. Tym razem zaćmienie miało być bardzo krótkie (niespełna półtorej minuty), ale pomimo tego zaplanowaliśmy wykonanie podobnych jak w ubiegłym roku naukowych obserwacji spolaryzowanego światła korony słonecznej (zajął się tym Tomek Mazur); chcieliśmy także po prostu podziwiać spektakl zagrany przez Naturę. Kilka zdjęć zaćmienia prezentujemy tutaj. Na razie są to tylko zdjęcia fazy częściowej przed całkowitym zaćmieniem, ale wkrótce umieścimy także zdjęcia fazy całkowitej.
Dziś Zgorzelec, jutro Lesoto...czyli jak na krótką chwilę (znowu) znalazłem się w cieniu Księżyca
Stalker2006-02-09 11:58:54
Wyświetlono razy (ostatnio: )
"Super
16" zasiada zatem piętnaście osób. Nie ma co ukrywać - jest ciasno. Wątpliwym
pocieszeniem ma być świadomość, że podróż potrwa "jedyne" siedem godzin. Ale
kto powiedział, że przez cały czas wszystko ma iść jak z płatka...? W dodatku
okazuje się, że wyprawa ośmiorga czarnych podróżnych ma aspekt wyłącznie
gospodarczy: u swego wielkiego sąsiada mają zamiar zrobić zakupy towarów
poszukiwanych w Lesoto, by sprzedać je w Maseru z trzykrotnym przebiciem. O
handlowej zaradności sześciu kobiet i dwóch młodych mężczyzn świadczy fakt, że
niemal wszyscy posiadają telefony komórkowe, co w krajach afrykańskich jest
oznaką względnej zamożności.
Granicę przebywamy w dosyć dziwny sposób. Najpierw kierowca poleca wszystkim
wypełnić listę pasażerów, po czym przed samym przejściem granicznym wysiadamy z
samochodu, podchodząc pieszo do odprawy, podczas gdy kierowca - praktycznie bez
kontroli - przejeżdża przez przejście. Pięć minut później jesteśmy na
terytorium RPA.
Jedziemy dosyć szybko, podróż jest męcząca, szczególnie gdy próbujemy zasnąć.
Niewygodne siedzenia, ciasnota, zaduch, zmęczenie spowodowane emocjami
ostatnich dni i faktem, że niemal od chwili opuszczenia Polski wciąż jesteśmy w
podróży - wszystko to złoży się na konflikt, jaki za kilka godzin wybuchnie
między nami a przedsiębiorczymi Lesotańczykami. Teraz jednak jeszcze o tym nie
wiemy; usiłujemy przespać jak największą część drogi do Durbanu.
Kilkakrotnie
zatrzymujemy się na stacjach benzynowych, co pozwala chociaż na moment
rozprostować kości. Około szóstej rano jesteśmy w Pietermaritzburgu, mniej
więcej 80 kilometrów od celu. Najpierw odwozimy
...
Zobacz zdjęcia:
RPA
,
Lesotho
RPA - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























opisywane miejsca w RPA mialem przyjemność także zwiedzić.
Henryk z Zielonej Gory, 2007-01-28 20:19:24