Tien - Szan - Reportaż z wyprawy
turgor Wyświetlono: 8711 razy 2004-01-22 20:57:03![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.98 (96 głosów) |
Pociągiem relacji Bydgoszcz - Warszawa żądna wrażeń 6-osobowa grupa "Piętaszków" ruszyła na szlak. Tym razem celem wyprawy stały się góry Tien-Szan.
Pociągiem relacji Bydgoszcz - Warszawa żądna wrażeń 6-osobowa grupa "Piętaszków" ruszyła na szlak. Tym razem celem wyprawy stały się góry Tien-Szan.
Na spotkanie przygody
Po prawie tygodniowej jeździe pociągiem za oknem wagonu pojawiła się tablica z napisem "Dżambuł". Byliśmy na miejscu. Ponad 5000 km od domu, w samym sercu Azji. Przenocowaliśmy w parku razem ze zdziczałymi psami, a następnego dnia o wschodzie słońca ruszyliśmy wynajętym ziłem w góry.
Nad rzeką Kara-Toko został założony pierwszy obóz. Rejon, w którym się znaleźliśmy to Tien-Szan Zachodni, a dokładniej Pasmo Czatkalskie. W dolnych partiach tego regionu przeważają lasy liściaste z udziałem licznych gatunków drzew owocowych (m.in. ałycza, orzech włoski). Góra natomiast (do ok. 3000 m) to łąki i stepy subalpejskie. Od 3600 m rozciąga się linia wiecznego śniegu.
Z wielu gatunków zwierząt najbardziej widoczne są niepylaki apollo (gat. motyla) i gołooki ałajskie (gat. jaszczurki).
Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć koziorożce. Bardzo rzadko widuje się barsa - panterę śnieżną. Ludność tej krainy to Kirgizi, w większości wyznawcy islamu. Trudnią się głównie wypasem owiec i hodowlą koni.
W stronę bazy
Nazajutrz zwinęliśmy obóz i pomaszerowaliśmy w kierunku jeziora Kok-Kol. Po dwóch godzinach 37-kilogramowy plecak wrzynał się niemiłosiernie w barki."To nic - mówiłem sobie. Jak się przewrócisz to i tak cię znajdą. Może 200 metrów niżej, w jednym z wąwozów, ale znajdą." Około południa wędrówka dobiegła końca.
Pierwsze, co zrobiłem po przybyciu to zrzuciłem plecak. Potem stanąłem i patrzyłem. Gdybym wyobrażał sobie jezioro z bajki, byłoby właśnie takie: seledynowo-lazurowo-atramentowe. Słowem - cudowne.
Tego dnia nikt się już więcej nie męczył. Odpoczywano przed kolejnym wymarszem, tym razem jednak "na lekko". Ciężkie plecaki zostawały nad jeziorem Kok-Kol, które stało się na razie naszą bazą wypadową.
Z motyką na ... lodowiec
Może nie dokładnie z motyką, ale z czekanem oraz plecaczkami szturmowymi wybraliśmy się na krótki, jednodniowy wypad. Doliną Czaryk-Sałdy doszliśmy aż do podnóża szczytu o nazwie Czatkalskaja Użba (4436 m). Tam znajdował się lodowiec. Penetrowaliśmy go kilka godzin, pokonując drobne strumienie, które z niego wypływały, obchodząc na wpół zamarznięte oczka wodne i zdradliwe kilkumetrowe rozpadliny w lodzie. Ze względu na silny odblask promieni słonecznych każdy założył okulary spawalnicze. Na butach, dla lepszej przyczepności mieliśmy raki, a w ręku dzierżyliśmy czekany. Dodatkowo łączyła nas lina. Wszystko po to, aby zachować maximum bezpieczeństwa.
| Oceń relację |
UzbekistanWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























