Ałtaj - góry w Azji Środkowej, kraina burunduka, marala i pantery śnieżnej. Miejsce, które przyciągało bydgoski klub "Piętaszki" już od dawna.
Ałtaj - Reportaż z wyprawy
Turgor2004-01-22 20:34:44
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.20 z 5.00. 10 głosów oddanych
koniach). Wszystko po to, aby ściągnąć jak największą liczbę turystów. Tubylcy, z którymi zaprzyjaźniliśmy się nad jeziorem, "utrzymywali się" z przyjezdnych, z wynajmowania im domków, organizowania dla nich polowań itp.
Kiedy siedzieliśmy z nimi przy ognisku i rozmawialiśmy, nie byli wcale zmartwieni, że dziewicza tajga staje się coraz mniej dziewicza. W ich pojęciu więcej turystów to więcej pieniędzy, a więcej pieniędzy to lepsze życie. Czego jeszcze chcieć? Nie zdawali sobie sprawy z tego, że jeśli wedrze się tu obcy kapitał, to góry w Azji zaczną przypominać Alpy. Pojawi się sieć hoteli, dróg asfaltowych, powstaną parkingi, restauracje, zniknie zwierzyna. Niektórzy przybysze będą oczywiście uważać to za rzecz zupełnie słuszną i niezbędną w ich "turystyce". Ostatnio np. znajomy z Austrii zapytał mnie, po co ja włażę na te góry z takim ciężkim plecakiem. On może sobie szybko i wygodnie wlecieć helikopterem na Matterhorn i ma dokładnie taki sam widok. No i jak takiemu wytłumaczyć pojęcie turystyki górskiej?
Pewnego dnia, kiedy spokojnie łowiłem ryby (z rezultatem pozytywnym), spotkało mnie coś, czego absolutnie się nie spodziewałem. W pewnym momencie, przy wyciąganiu kolejnej ryby, usłyszałem nagle ... polską mowę. Na pierwszy rzut oka nic dziwnego, zważywszy, że było nas tam sześciu Polaków. Ale te głosy nie należały do nikogo z naszej grupy. Okazało się, że to dwaj studenci z Gdańska, którzy również postanowili właśnie tutaj odpocząć od wielkomiejskiej cywilizacji.
Siedemnastego dnia pobytu nad jeziorem, a dwudziestego dziewiątego wyprawy, przyszło nam opuścić gościnną dolinę i zamieszkujących ją ludzi. Ruszyliśmy do Tjunguru. Po dotarciu do wioski, następnego dnia rano, autobus rejsowy zawiózł nas do miejscowości o nazwie Ust'-Koksa. Tam znajdowało się lotnisko, z którego odlecieliśmy Jakiem 40 do Barnaułu. Przy starcie czuliśmy się co prawda trochę nieswojo, bo dzięki naszym plecakom samolot przekroczył dozwolony tonaż i odrobinę nim rzucało na pasie startowym, ale potem wszystko poszło OK. Po spędzeniu dwóch dni w Barnaule, pociągami (te same połączenia co uprzednio) dotarliśmy na granicę. Tam nastąpiła seria pytań: -Gdzie u was wodka i cigariety? A ruble, zołoto?, po których dano nam spokój. Teraz już tylko Terespol, Warszawa i Bydgoszcz. Po 38 dniach znowu w domu. Ale nie na długo!
Zobacz zdjęcia:
Mongolia
,
Chiny
Mongolia - wybierz obszar, który cię interesuje:











































