Gambia – afrykańskie maleństwo
Gambia – afrykańskie maleństwo

Uryn2006-01-18 00:02:10
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.91 z 5.00. 11 głosów oddanych
kołowrotki, grube pełnomorskie żyłki i znane na całym świecie fińskie woblery Rapali.
Wyciągnięte z torby moje polskie woblery („Salmiaki” - resztka pozostała mi z Palawanu) wzbudziły taki entuzjazm załogi, że natychmiast zastąpiły rapale. Na zewnętrzne wędziska dałem woblery pływające, na wewnętrzne – tonące.
Kapitan – Baba wyłączył 80-o konny silnik podróżny (dwusuw) i uruchomił mniejszy, czterosuwowy, cichutki, używany do wolnego trollingu.
Jeszcze nie skończyłem oglądać łódź i sprzęt, gdy zaterkotał jeden z kołowrotków. Dopadłem kija i wyrwałem go z zamocowania. Jednocześnie sternik przerzucił bieg silnika na luz, a załogant pospiesznie zwijał pozostałe wędziska. Zaciąłem solidnie, starając się jednocześnie ustawić optymalnie hamulec kołowrotka, utrzymać kij w ręku, a siebie na nogach w nagle rozkołysanej na falach łodzi.
Kilkadziesiąt metrów za łodzią, raz i drugi, nad falami pojawiło się wielkie, charakterystyczne - „szczupakowate”, cielsko barakudy* ! Szczęśliwie, po kilku minutach, ryba harcowała już w pobliżu łodzi. Po następnych kilku była już przy burcie i barakuda, profesjonalnie podebrana hakiem przez murzyna, znalazła się w jej środku łodzi.
Solidny sprzęt i emocje pierwszej ryby spowodowały, że mój hol był niepotrzebnie pośpieszny i siłowy.
Hura! Pierwsza „barra”!
Była piękna, wielka, błyszcząca jak polerowane srebro i niebezpiecznie kłapała wielką, zębatą paszczą. „Potwór” 14-15 kilowy dostał więc pałką w łeb i uczciliśmy pierwsze trofeum butelką zimnego soku.
Na kolejne branie czekałem około 30 minut, za to uderzenie ryby w woblera aż przygięło kij do poziomu. Multiplikator zajazgotał ciągłym piskiem i szalał tak kilka chwil, nie pozwalając mi wydobyć kija z mocowania. Załoga rutynowo zaczęła przygotowania do wydobycia
...
Zobacz zdjęcia:
Gambia
Gambia - wybierz obszar, który cię interesuje:












































