Survival w Ułan Tajdze
Survival w Ułan Tajdze

Uryn2006-01-17 23:17:25
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
ale i nieprzyjazna człowiekowi. Hamuje przemieszczanie się podróżnika i wysysa z niego ostatnie siły. My wędrując konno po 6-8 godzin dziennie, przemierzaliśmy zaledwie po 20-30 km. Często dużo mniej. Wędrowaliśmy godzinę po godzinie, dzień po dniu z zaciśniętymi zębami, bo odwrotu już nie było. Czasami - ze zmęczenia, bólu i strachu - klęliśmy ten straszny teren. Przytrafiły się upadki koni[2] i poważne kontuzje ludzi. Obolały po upadku bark i skręcona stopa. A wszystko to - na dodatek - tysiące kilometrów od domu i setki od śladu najbliższego człowieka (i lekarza!). Gnani potrzebą odkrywczej eksploracji, dojadając resztki jedzenia warczeliśmy na siebie, a ja – prowadzący, musiałem czasem wrzeszczeć gorzej niż „ostatni cham” - sierżant amerykańskich marins, lub być lepszy od mamusi.
Zapewne ciśnie się Wam pytanie – „czy warto było…?”
Na pierwszych stronach wyprawowego notatnika zapisałem (i jeszcze postawiłem wykrzyknik przy notatce) – [...] opisać straszną Czerwoną Tajgę, pustynię wysokogórskiej tundry i trudności podróżowania tam na koniach. Masakrę ludzi i sprzętu...!”. Ale na końcu notesu mam już inną notatkę podkreśloną i zakończoną aż trzema wykrzyknikami: [...] opisać unikatowe piękno mongolskiej tajgi, wspaniałe góry. Jeziora i rzeki które tam płyną.. Opisać te widoki – nie do opisania…, i zmagania z rybą - wielkim tajmieniem…, nasze dzielne konie. I – na koniec – wspaniałe przeżycia i wielką satysfakcję zwycięstwa nad górami, tajgą i sobą. Radość z dokonanego dzieła!”.
Żeby góry i tajgę poznać, rozsmakować się w niej, pokochać ją, to musieliśmy iść tam tak jak Mongoł - w siodle, prowadząc za sobą jucznego konia. Mozolnie i wolno wędrując coraz dalej i coraz wyżej. Za to potem nastały widoki zapierające dech w piersi. Zachwycony pisałem w notesie: […] na tle bezchmurnego, niebieskiego nieba góry złocą się i błyszczą w słońcu. Szczyty pokrył już pierwszy śnieżnobiały lód. Niżej, na stokach skrzy się woda z topniejącego śniegu. Tajga, ze złotej - od koloru żółknących igieł modrzewi, robi się czerwona - od jesiennego koloru połaci stoków gór pokrytych czerwonymi listkami jagód…
To nie może być prawdziwe! To - ŚWIAT Z BAŚNI!
Drogi Czytelniku,
na koniec wyprawy, w ostatnim, najodleglejszym obozowisku w Czerwonej Tajdze już nad Sziszchidem pozostawiłem polską flagę. Biało - czerwony prostokąt uszyty z niegnijącego materiału, zamocowałem na mocnej, stylonowej lince, którą rozciągnąłem wysoko między koronami dwóch drzew. Wytrzyma tam lata. Zrobiłem to dumny z dzieła dokonanego przez nas – Polaków, na pamiątkę i z nadzieją, że ktoś z Was dotrze kiedyś w te okolice. Trafi tam kierowany ciekawością poznania świata jurt i unikatowej przyrody, i po fladze rozpozna miejsce naszego obozu. A pojechać tam warto póki jeszcze w Ułan Tajdze można podziwiać piękne dzieło boże jeszcze nawet nie tknięte zbrodniczą ręką człowieka, nie zniszczone jego zachłannością i głupotą!
Możecie ”ukraść” czerwono – złotej tajdze kilkaset pięknych zdjęć i odejdźcie nie zostawiając po sobie innego śladu poza popiołem obozowego ogniska.
[1] wiosną pioruny uderzają tu tak często, że nikt miejscowy nie odważa się iść do tajgi.
[2] w trakcie wyprawy żaden z koni nie ucierpiał. Nie były maltretowane, ani bite.
Zobacz zdjęcia:
Mongolia
Mongolia - wybierz obszar, który cię interesuje:











































