Wyprawa nad Morze Białe, Morze Barentsa i Nową Ziemię
Wśród lasów i lodów
Norbert Pokorski2004-01-16 15:15:02
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.60 z 5.00. 5 głosów oddanych
z silnikiem Wietierok i udajemy się w kierunku brzegu. Podpływamy do miejsca gdzie zauważyliśmy namiot i palące się ognisko. To dwóch Nieńców łowi ryby, które potem suszą na słońcu, aby zapewnić sobie zapas pożywienia na długie, zimowe miesiące. Ich twarze wyglądają podobnie jak twarze Eskimosów z Grenlandii. Rozmawiamy z nimi chwilę po rosyjsku, po czym wsiadamy do łodzi. Niestety silnika nie udaje się nam odpalić. Sprawdzamy co się mogło stać, ale nie potrafimy znaleźć przyczyny awarii. Prąd jest bardzo mocny i nie mamy co marzyć o tym, aby do statku dopłynąć na wiosłach. Z pomocą przychodzą nam Nieńcy, którzy mają własną motorówkę i odholowują nas na statek. Jako zapłatę otrzymują butelkę wódki. Wydają się być bardzo zadowoleni. Kapitan każe podnieść kotwice i ruszamy nad Morze Białe, gdyż dostaliśmy wiadomość, że w kierunku Morza Barentsa zbliża się sztorm i kilkumetrowe fale. A tego nasz statek mógłby nie przetrzymać.
Kiedy docieramy do Półwyspu Kanin dopada nas sztorm. Jest tak silny, że dziób zanurza się pod wodę. Nie da się chodzić po pokładzie, gdyż grozi to zmyciem do morza. Leżymy na naszych kojach, modląc się, aby ten sztorm szybko się skończył, ponieważ wszyscy cierpimy na chorobę morską. Całą dobę nie wstaję z łóżka. Dopiero, kiedy kończy się kołysanie idę do kantyny coś zjeść. W tym czasie dopływamy pod Wyspy Sołowieckie, aby zaczerpnąć próby zooplanktonu – drobnych zwierząt unoszących się bezwładnie w toni morskiej. Jeden z naszych marynarzy spędził na tych wyspach swoje dzieciństwo w czasach kiedy istniał tam jeszcze łagr. Opiekowali się nim bracia zakonni, których klasztor istniał kiedyś na Wyspach Sołowieckich. O tym, że przebywali tam więźniowie, świadczą wieże strażnicze i resztki ogrodzenia z drutu kolczastego. Zbieranie prób zajmuje nam trzydzieści godzin, po czym ruszamy do Czupy. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na wyspie Son Ostrov. Na brzegu leży dużo drzewa dryfowego. Z tego drewna jakiś traper zbudował chatę, która służy mu jako schronienie, kiedy przybywa na wyspę polować na foki. Wycinając tajgę drewno spławia się rzekami. Spora cześć drewna nie zostaje odzyskana i dostaje się do morza. Później wyrzucane jest przez fale na brzeg Syberii.
Po kilku dniach rejsu jesteśmy z powrotem w Czupie. Odbieramy nasz samochód z posterunku milicji i udajemy się w drogę powrotną. Znamy ją już dobrze, więc pokonujemy ją szybko, bez większych problemów. Jedynie, kiedy kończy się paliwo i ruble, a dolarów nie ma gdzie wymienić, ponieważ jest niedziela i kantory są pozamykane, z pomocą przychodzą milicjanci. Kupują od nas dolary po znacznie niższym kursie, ale o paliwo nie musimy się już martwić. Jeszcze tylko odprawa na granicy fińsko-rosyjskiej i czujemy się jak w domu.
Więcej informacji znajdziesz na www.transarctica.pl
Zobacz zdjęcia:
Rosja
Rosja - wybierz obszar, który cię interesuje:













































