Kajakarz na katamaranie na białych wodach Ałtaju - część I
Kajakarz na katamaranie na białych wodach Ałtaju - część I


Jaroslaw Frackiewicz2006-01-13 21:15:04
Wyświetlono razy (ostatnio: )
na katamaranie kończyłem, na ostatnim „parogu” Czuji. Był to jakby nieoczekiwany egzamin z dwutygodniowych zmagań na wodzie. Zaraz po „Turbinnym”, pół kilometra niżej, znajduje się ostatni, piątkowy próg „Horyzontalny”. Z rana poszliśmy obaj z Fiedią przyjrzeć mu się. Ładny, ukryty w skalnym głębokim wąwozie, nie robił jednak wrażenia niebezpiecznej „piątki”. Zauważyłem mimochodem, że jest on łatwiejszy od „Turbinowego”, z czym i Fiedia się zgodził. No, bo co tam trudnego: trzymać się prawego brzegu, skoczyć i wygrzebać się z beczki, przejść na lewą, nie dać się złapać w nurt bijący w ścianę, później już tylko precyzyjnie wejść w trójkąt języka długiego, wysokiego szypotu, kończącego próg? Wszystko przećwiczone wcześniej w niezliczonych wariantach. Czemu ma się teraz nam nie udać, czego się tutaj bać? Nie zgrywałem się, nie czułem nawet specjalnych emocji. Po prostu mamy spłynąć, więc spłyniemy. I tyle.
Przechodziliśmy „parog’ na dwóch, wzajemnie asekurujących się katamaranach. Widziałem jak .Swieta z Wową zachodząc zbyt daleko na lewo, musieli przyłożyć się do wioseł, aby skierować się na ową, znajdująca się po prawej beczkę.(To błąd unikania techniki napływania burtą na przeszkodę). Kiedy znikli nam, ruszyliśmy i my. Powolutku trzymając się z prawej, podchodziliśmy do uskoku. Kiedy znaleźliśmy się tuż przy nim, ruszyliśmy szybciej, aby dynamicznie wpaść w beczkę. Znajdując się w niej czułem, jak przetrzymywany przez wał wodny, kat zawibrował. Zaczepiliśmy się wiosłami o wodę poza beczką i wyciągnęliśmy z topieli kata. Dalej spokojnie zeszliśmy na lewą, aby móc jakby od niechcenia zejść rufą do tyłu na ścianę z odbojami i miarowo, wiosłując bez wymuszonego pośpiechu, naprowadziliśmy nasz kat w środek jęzora szypotu, z którego po mokrej łaźni na grzywaczach wyskoczyliśmy, zatrzymując się tuż za asekurującym nas katem pierwszym. Wszystko. Gdybym wiedział, że jest to ostatnia licząca się przeszkoda na trasie naszej wyprawy, cieszyłbym się jeszcze bardziej. Perfekcyjnie, bezbłędnie zrobiony ostatni próg, to nagroda, o którą warto było wcześniej się potrudzić.
Po przejściu Baszkausa i Czui moi rosyjscy przyjaciele nie szczędzili mi słów uznania. Pokazałem się im z jak najlepszej strony. Wiedziałem jednak dobrze, że dopiero po paru sezonach jak ten, nauczę się pływać na „kacie”. Zechcą mnie dalej brać ze sobą na naukę – będę im bezgranicznie wdzięczny.
Zobacz zdjęcia:
Rosja
Rosja - wybierz obszar, który cię interesuje:













































