..migocza juz swiatla Bangkoku..
oiw Wyświetlono: 1039 razy 2004-01-06 12:08:20![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.98 (54 głosów) |
Na lotnisku dociera do mnie, ze jednak sie troche zmienilam. Zeby bylo smieszniej, stwierdzam to w toalecie na lotnisku. Pamietam ja doskonale, kiedy lecielismy do Nepalu. Wchodzilam do niej na palcach starajac sie nie dotknac niczego i uciekalam stamtad w poplochu. Bylam przerazona. To jest toaleta na miedzynarodowym lotnisku!
Co bedzie dalej? I prosze, 3 miesiace pozniej wchodze do tej samej toalety. Mysle sobie: jaka czysta, lustra nie pobite, nawet mydlo w plynie, a w kabinkach papier toaletowy no i jak czysto! W samolocie tajskich linii lotniczych z niedowierzaniem patrze na czysta wykladzine. Kiedy to ja po raz ostatni widzialam czysta wykladzine? Ale mimo wszystko Indie nam sie bardzo podobaly, a przed nami migocza juz swiatla Bangkoku. Bangkok wita nas koledami i choinkami. Klimatyzowany autobus przewozi na Khao San. Wysiadamy. Cisza. Nikt sie nami nie interesuje. Stoimy z mapa i ksiazka i nie wzbudzamy niczyjego zainteresowania. Gdzie sa rikszarze i naciagacze? Ruszamy na poszukiwanie jakiegos miejsca. Pierwsze to prawdziwa speluna, drugie cale zajete, w trzecim zrzucamy plecaki i padamy na lozka. Spimy do jakiejs drugiej i ruszamy na miasto. W jakiejs restauracyjce dosiada sie do mnie zyd i zaczynamy rozmowe. Zydzi do niezwykle poinformowany narod. Wiedza wszystko i znaja najtansze miejsca w okolicy. Wyciagam z niego tyle informacji ile tylko sie da. Wieczorem wloczac sie po miescie wpadamy na Jamesa, ktorego spotkalismy w Pushkar. Padamy sobie w ramiona. James pozostawia spotkanych niemcow, a my naszego zydka. My ludzie z Indii trzymamy sie razem. Rozumiemy sie bez slow.
Swietnie udalo nam sie ten dzien przetrwonic. Zmienilismy hotel. Zlozylismy wnioski wizowe do Kambodzy i Laosu. Mamy dostac wizy we wtorek, taka mamy przynajmniej nadzieje. No i oczywiscie jak zwykle internet, a poza tym jedzenie, jedzenie i jeszcze raz jedzenie.
Znowu zmieniamy hotel. Teraz z malymi perypetiami. Zarezerwowany przez nas pokoj zostal oddany komus innemu. Spotkana przeze mnie zydowka dziwi sie, ze ja sie upieram przy pokoju z lazienka i klimatyzacja. Mysli sobie pewnie, ze jestem obrzydliwa histeryczka. Ale ona nie byla w Indiach i nie wie, co to znaczy miec czysta lazienke w pokoju. Kiedy ja z nia rozmawiam Wlodek znajduje inny hotel i pokoj z telewizja kablowa. Ha, bedziemy mieli telewizor! Na razie jednak zamierzamy pozwiedzac Bangkok. Zaczynamy od Aruna Wat - swiatyni switu. Docieramy do niej promem. Wyglada tak jak na slajdach Justyny i Janka Lpskich. Oczarowuja pobite kawalki porcelany uzyte do jej przyozdobienia. Probuje zapoznac sie z "systemem" swiatyn buddyjskich, ale po chwili poddaje sie. Zar leje sie z nieba, mimo ze to juz sporo po trzeciej. Ledwo sie wloke. Wlodek chce jeszcze pojsc do centrum handlowego, a ja juz padam. Uzgadniamy, ze ja odpoczywam, a on udaje sie do centrum, a potem do dzielnicy rozpusty - na Patpong Road. Ja juz sie ciesze, ze poogladam sobie telewizje. Niestety spotyka mnie rozczarowanie. Do wyboru mam telewizje tajska, MTV, filmy porno. Na razie zostaje przy MTV. Wlodek wraca gdzies po polnocy i zdaje mi relacje, ktora brzmi bardzo podobnie do relacji Grzeska Bywalca. Pozwalam tu sobie podac adres pod ktorym mozna te relacje znalezc.
| Oceń relację |
Komentarze
TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














Jak widac nawet ludzie obycie w swiecie i w azjatyckich dzunglach wszedzie woza ze soba polski zascianek, w przypadku panstwa Serwinskich - zwyczajny, znajomo smierdzacy antysemityzm. Od napotkanego Zyda wyciagacie sprytnie jak najwiecej informacji (Polacy to taki cwany narod, no nie?), a potem nazywacie go "zydkiem". Ech Polaczki, zawsze takie same. Czasem jest mi glupio ze tez jestem Polka jak czytam takie wredne antysemickie kawalki.