Kajakami przez Siedmiogród w Rumunii - W rumuńskim domu
Kajakami przez Siedmiogród w Rumunii - W rumuńskim domu


Jaroslaw Frackiewicz2006-01-12 23:30:56
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
http://www.moje-kajaki.net
Autor tekstu: Celina Mróz
Dopływamy do Devy, a właściwie do wioski położonej nad Maruszą 7 km od Devy. Tutaj kończy się nasz spływ. Poszłyśmy z Anią po wodę do najbliższego gospodarstwa. Chlewik, w nim wesołe świnki, w oborze zadbane krowy i pachnący mlekiem cielaczek. Wychodzi do nas gospodyni, zna trochę francuski, prosimy o wodę, pytamy o kemping. Do rozmowy włącza się mąż, który choć zna tylko rumuński, od razu wodzi rej w rozmowie.
Kiedy ulokowaliśmy się na kempingu, zaproponowałam -„Odwiedźmy tych gospodarzy z butelką wina!” Wszyscy podchwycili mój pomysł z entuzjazmem; była to wspaniała okazja do wizyty w rumuńskim domu.
Późnym popołudniem z dwoma butelkami wina zjawiliśmy się na podwórku. W pierwszej chwili wywołaliśmy zamieszanie. Domownicy zajęci pracą, nie bardzo rozumieli, co nas do nich ponownie sprowadza. Postawione na stole butelki wina, wyjaśniły nasze zamiary. Gospodarz widząc, co się świeci, odstawił na stronę nasze wino i nie zwlekając, przyniósł z piwnicy karafkę palinki. „Palinka!” – krzyknęliśmy z radością, ciesząc się, że wreszcie będziemy mogli wypróbować słynny rumuński napitek. Do stołu wpierw dołączyła córka z zięciem, potem mama gospodyni. Po pierwszych łykach już śpiewaliśmy. Rozmawiać było trudno; tylko z gospodynią mogłam się trochę dogadać po francusku; reszta, łącznie z młodymi, ani po angielsku, ani po niemiecku. Lecz ja wzięłam przemyślnie ze sobą rozmówki polsko - rumuńskie i odczytywałam wszystkie pasujące do sytuacji zdania np. „Niech żyje przyjaźń między narodem polskim i rumuńskim” albo „Jestem w Rumunii po raz pierwszy”, Jarek natomiast trafiając na chybił trafił, odczytywał zupełnie przypadkowe kwestie np. „Bagażowy, proszę zamówić taksówkę.” albo „Proszę oddać do wyprania moją bieliznę.” albo „Jaką rolę odgrywają kobiety w waszym ruchu związkowym?” Gospodarz, co rusz wędrował do piwnicy, a my bawiliśmy się coraz lepiej.
Śpiewaliśmy po polsku i rosyjsku. Wielokrotnie przećwiczyliśmy, razem z całą rodziną, poznaną w czasie spływu piosenkę rumuńską. Na stole pojawiła się przepięknie podana kolacja: jajecznica ozdobiona przysmażoną, skrojoną w wachlarz słoninką i plasterkami warzyw we wszystkich kolorach. Na deser typowe dla Rumunii naleśniki z dżemem. Co chwilę ktoś z sąsiadów pojawiał się na podwórku, to pożyczyć soli, to trochę grochu, strzelając oczyma w naszą stronę. Nie chcąc zamęczyć naszych gospodarzy, późnym wieczorem dałam sygnał do rozstania, znajdując w rozmówkach zwrot „Robi się późno.” Ta rumuńska rodzina zostanie na zawsze w naszych wspomnieniach.
Zobacz zdjęcia:
Rumunia
Rumunia - wybierz obszar, który cię interesuje:













































