Spływ Kiereczą i Tumczą w Karelii i na Półwyspie Kolskim - część IV
Jaroslaw Frackiewicz Wyświetlono: 319 razy 2006-01-12 23:05:27![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.93 (69 głosów) |
Spływ Kiereczą i Tumczą w Karelii i na Półwyspie Kolskim
http://www.moje-kajaki.net
Zapowiada je przenoska. Rzekę grodzi na całej szerokości system sieci, zarzuconych w sposób dla niezorientowanego trudny do zrozumienia. Obok przy brzegu domy, jakieś pomieszczenia straży rybackiej. Przenoska nie jest długa, lecz uciążliwa. Nikomu z miejscowych nie przyjdzie chęć uczynienia tej przeprawy znośnej, choćby dla ich własnej wygody. Nieważne. Za sieciami widowisko, w jakim nigdy nie uczestniczyłem. Wpływające do rzeki z zalewu ryby przed sieciami kłębią się, jest ich cała ławica. To skaczą nad wodę, to wystającymi płetwami grzbietowymi tną powierzchnię rzeki. Chcą przedrzeć się w górę rzeki. Ryby olbrzymie, dorodne. Nie o rybach wszak mowa. Tuż za tymi sieciami zaczyna się próg, choć z brzegu w miejscu gdzie stoimy, jeszcze go nie widać. ”Jarosław, idź zobacz”, przypomina Fiedia, wczoraj z wieczora o tym progu rozmawialiśmy, wspominał o drodze, po której można obnosić wygodnie kajak. ”Dobra, już idę”.
Droga wiedzie wzdłuż rzeki, kryjącej się za krzakami. Zaglądam poprzez zarośla i widzę rwące szypoty, gęstwinę białych grzywaczy. Łatwo nie jest z satysfakcją stwierdzam. Idę drogą kawałek dalej, ponownie skręcam i zaglądam, jaka woda. To samo. Chcę przynajmniej wiedzieć, ile tego jest. Schodzę na sam brzeg, patrzę w dal. Oj, ciągnie się ten „parog” daleko, ale można dostrzec jego granice, za nim spokojne, bezkresny zalew. Z takimi informacjami wracam, będzie ciekawie. Zapinam jak zwykle starannie fartuch i swoją zwykłą metodą „potichonieczku” rozpoczynam pokonywanie ostatniego na Kiereczi „parogu”. Jazda była niesamowita, co więcej można powiedzieć?
Podpływając do brzegu, jeszcze nie uświadamiałem sobie, że praktycznie przeszedłem Morskoj „na chodu”, to przyszło później. W tym momencie cieszyłem się, że znowu udało się, rad, że pływam w Karelii razem z moimi Rosjanami, dotrzymując im kroku, jakbym był jednym z nich.
Kierecz kończyła się spływem morskim. Plan wyprawy w tym momencie dopuszczał dwa warianty w zależności od wiatru. Na przeciwnych wiatrach katamarany pływają słabo, podstawą więc był wiatr od tyłu, który by nas po prostu przydmuchał do celu.. Jeślibyśmy mieli wiatr zachodni, wykorzystując dodatkowo przypływ, mieliśmy szansę zajść w dwa dni do Pułongi (niedaleko Czupy), małej, już zdegradowanej osady rybackiej. Gdyby było inaczej, przewidywany był podobny spływ na wschód, zawsze z wiatrem i przypływem. Takiej wagi decyzje zapadły, można powiedzieć, na działającej nieprzerwanie naradzie wojennej, zwołanej na pierwszym morskim biwaku. Wiało w kierunku zachodnim. Płynąć więc będziemy do Pułongi.
Otwartą przestrzeń Morza Białego widzieliśmy tylko przez chwilę. Płynęliśmy bowiem zasłaniani ciągle przed otwartym morzem wyspami.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

















