5 sierpień 2003
Dzisiaj dzień poświęcony dzielnicy muzułmańskiej, czyli spacer po najokazalszych meczetach Kairu. Dzielimy się na dwie trójki i łapiemy dwie taksówki umawiając się przed wejściem do Cytadeli. Jedziemy i dojeżdżamy na miejsce, ale coś jest nie tak, bo za długo nie ma Aśki, Ewy i Rafała...
... Egipt ... - cz.3 -

Aniaj2003-12-28 13:29:44
Wyświetlono razy (ostatnio: )
moje obawy, że mogę przekroczyć regulaminowe 20 kilogramów bagażu stają się bez znaczenia. Potem odprawa paszportowa i już jesteśmy w strefie wolnocłowej. Hmm, ceny są z kosmosu. Ostanie funty starczają nam jedynie na zakup pocztówek. Samolot do Warszawy pojawia się punktualnie. Mały autobus podwozi nas do samolotu. Ostanie dotknięcie płyty lotniska i wsiadamy do samolotu.
Samolot powoli rusza na pas startowy i zajmuje pozycję. Z naszego okno mamy niesamowity widok. Niebo nad Egiptem czyste niczym łza. Widać Morze Czerwone, góry, potem przelatujemy nad Kairem, Deltą Nilu. W końcu opuszczamy terytorium Egiptu i samolot wlatuje na wody Morza Śródziemnego i po jakimś czasie dociera do wybrzeży Turcji. No i nagle Morze Czarne. Jeszcze chwila, a wlecimy nad Europę. Rumunia. Gdzieś w dole widzę sporą rzekę, to zapewne Dunaj. Tutaj zaczynają pojawiać się chmury. Im bardziej na północ tym, bardziej zagęszczone.
W samolocie obok nas siedzi mężczyzna, który z całego Egiptu widział tylko Kair - piramidy i muzeum. Jego wycieczka zrezygnowała z Luksoru, bo stwierdzili, że jest za gorąco, poza tym kosztowało to dodatkowe 60$ od osoby. Rety to praktycznie nasz budżet na sześć dni! Ludzie, co siedzą koło nas są lekko zdziwieni, tym, że byliśmy w Egipcie cały miesiąc wykupując w biurze wyłącznie lot. Zaczęli wypytywać nas o to gdzie spaliśmy. Hmm, jakbyśmy mieli spać na ulicy... Szczytem było pytanie jednej pani, która była ciekawa skąd braliśmy bułki na śniadanie. Panie były zdziwione, kiedy powiedzieliśmy, że normalnie kupowaliśmy w sklepie lub na ulicy. Nieźle. Nie ma to jak polski turysta zagranicą. Słychać kolejną rozmowę - egipskiego stewarda i Polaka. Arab pyta czy w Polsce jest szisza. Polak zastanawia się chwilę, po czym odpowiada: "haszysz? No haszysz, no haszysz..."
Za chwilę lądowanie. Pasy zapięte. Samolot powoli obniża wysokość lotu. Chmury rozstępują się. Za oknem polskie pola i zielone lasy. Jakże pięknie one wyglądają. Bez nich powierzchnia jest taka surowa. Jeszcze kilka minut i wylądujemy na lotnisku. Lądujemy. Samolot kołami dotyka pasa. Wszyscy w samolocie biją brawo za szczęśliwe lądowanie. Pilot informuje nas, że w Warszawie temperatura 28 stopni. Wysiadamy. Brrr, ale zimno. To ma być 28 stopni? Parę chwil i jesteśmy przy wyjściu.
Wyprawa dobiegła końca. Jesteśmy w Polsce. Koniec upałów, targowania się, szukania noclegu, jedzenia na okrągło tego samego, uważania na to czy ktoś nas nie oszukuje...
... moja strona i wskazówki praktyczne…
Zobacz zdjęcia:
Egipt
Egipt - wybierz obszar, który cię interesuje:












































