Bajkałem i rzeką Irkut w Buriacji - 2002: Sprawozdanie z wyprawy część II
Jaroslaw Frackiewicz Wyświetlono: 318 razy 2006-01-12 16:42:46![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.86 (77 głosów) |
Bajkałem i rzeką Irkut w Buriacji - 2002: Sprawozdanie z wyprawy część II
http://www.moje-kajaki.net
Jak Wiesiu i Ania pokonali kanion Irkutu!
Następnego dnia odpoczywaliśmy po emocjach. Deszcz rozpadał się jak na zamówienie. Zaszyliśmy się w namiotach i oddaliśmy spaniu, rozmyślaniom, Jarek coś pisał w notesie, ja szyłam awaryjny plan wyprawy – co kto lubi. Wiesiu z Anią poszli po południu na spacer – bystrza Irkutu przyciągały nas jak magnes. Po powrocie z poważnymi minami oświadczyli – „Chcemy jutro przepłynąć dalszy odcinek – bramę kanionu i kanion”. Nie był to łatwy etap – szczególnie wejście do kanionu przerażało. Rzeka powyżej rozdzielała się na dwie odnogi, które walcząc ze sobą, usiłowały zmieścić się w wąskiej szczelinie, tworząc potężne wały i fale. Na dodatek lewe ramię waliło z wielką siłą prosto w strzelistą skałę i dopiero rozbijając się o nią, skręcało w gardziel kanionu.
Kanion wyglądał na stosunkowo prosty, ale po wpłynięciu trzeba go przebyć do końca, nie sposób wdrapać się z kajakiem na wysoką, stromą skałę. Asekuracja na wejściu wydawała się wątpliwa; jeżeli kajak by się wywrócił, osada musiałaby płynąć przy kajaku aż do wylotu kanionu, około 1000 metrów.
Ustaliliśmy taktykę oraz podział ról. Jarek ubezpiecza na wejściu w kanion. Potem ze złożonym wózkiem biegnie do łachy na końcu wąwozu i wynosi z Wiesiem kajak z wody na drogę. Ja robię zdjęcia.
Serce mi zamarło, kiedy patrzyłam, jak Wiesiu i Ania wchodzą w kanion, ale się udało. Byliśmy wszyscy nieziemsko szczęśliwi, kiedy z kajakiem na wózku wracaliśmy asfaltówką do obozu.
Tak zwycięsko zakończył się nasz spływ Irkutem!
Co lepsze? Katamarany czy pontony?
Po tygodniu obozowania w samotności pod Mondami zupełnie straciliśmy nadzieję, że ktokolwiek oprócz nas pływa Irkutem. A przecież w znalezionych tu i ówdzie informacjach mówiło się, że to popularna wśród początkujących rzeczka. Jaka była nasza radość, kiedy zauważyliśmy na brzegu namioty. Była to młodzież z miasta Ural na Uralu. Zaczynali właśnie spływ Irkutem na dwóch katamaranach: szóstce i dwójce. Spędziliśmy z nimi wieczór popijając wino i herbatę zbieraną na stokach Tunkińskich Golców. Następnego dnia ściskaliśmy kciuki za szczęśliwe przejście katów przez „Skwiernyj” i kanion. Ten sześcioosobowy przeleciał sprawnie, ale dwuosobowy jakby się zapadł w kipiel, po chwili wyskoczył z wody jak korek, zakręcił się tyłem do przodu i przeskoczył próg.
Przyglądaliśmy się ich katamaranom. To dzieła własnych rąk załogantów: cygara transportują ze sobą, stelaż montują na miejscu z przywiezionych stalowych elementów albo ze ściętych nad wodą drzew. Konstrukcja pokładu jest ażurowa, woda przepływa na przestrzał.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


















