• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Jordania Turcja Syria... [ cz.2 ]

piglet Wyświetlono: 1708 razy 2003-12-13 17:30:24
  Ocena:3.02 (40 głosów)


cd. 13 sierpnia 2000. Dzień siedemnasty. Niedziela

Rano żegnamy się z Cyprianem i Karoliną. Oni jadą już do Petry i dalej do Aqaby.

A my?

Gabryś otworzył mapę i na wschodzie Jordanii wyczaił Shawmari reserve. W Lonely-ju wyczytaliśmy, że to rezerwat oryxów, cokolwiek to oryxy. Jedziemy autobusem do Zarqui i dalej do Azraqu. Tam oglądamy cytadelę, podobno unikatową, bo zbudowaną z czarnego bazaltu, na mnie jednak nie zrobiła większego wrażenia.

No, ale przed nami próba dostnia się do rezerwatu tych oryxów. Z trudem łapiemy stopa i podjeżdżamy do drogi skręcającej na pustynię. Do rezerwatu jeszcze jakieś 5 kilometrów. Mamy tylko po 2 litry wody na głowę, nad nami co chwilę latają wojskowe odrzutowce, a powietrze jest tak gorące, że parzy nas w gardle przy każdym wdechu. Nie wiem ile było dokładnie stopni, ale ja obstawiam przy prawie 50 w cieniu... tylko gdzie tu jakiś cień.

Na horyzoncie namioty Beduinów. Idziemy. Już wiemy, że do rezerwatu pieszo nie dojdziemy, ale do namiotów mamy szansę. Dochodzimy. Beduini leżą w namiocie na dywanie, nawet owce chowają się przed słońcem w cieniu ciężarówki. Konsternacja. Wita nas głowa rodziny. Siadamy na dywanie razem z nimi. Przy nas siadają mężczyźni, kobiety krzątają się wokół. Ktoś przynosi czajnik herbaty. Gabryś pije z owczym mlekiem, ja nie mam odwagi. Próbujemy się targować z Głową rodziny, żeby zawiózł nas swoją ciężarówką (mercedesem z roku 1956) do rezerwatu, tam poczekał na nas i odwiózł nas z powrotem do drogi asfaltowej. Przydaje się kilka liczebników arabskich, których nauczyliśmy się na poczekaniu. Zostaje na 5JD za dwóch. Jedziemy.

W rezerwacie podczas kupowania biletów dostajemy zniżkowe bilety na ISIC. Widzimy strusie i inne zwierzaki, oryxy jedynie z daleka (okazuje się, że ich wybieg ma kilkaset hektarów). Beduin odwozi nas do drogi.

Z łapaniem stopa nie ma większego problemu. Zatrzymuje się Cysterna na irakijskich numerach. Dojeżdżamy do Azraqu i stąd również stopem następną ciężarówką na przedmieścia Ammanu (tutaj kierowca częstował nas zimną wodą z termosu). Dalej już busikiem do centrum. Tej nocy już w dwójkę śpimy w pokoju wychodzącym na ulicę. Głośno i jasno od neonów.

14 Sierpnia 2000. Dzień osiemnasty. Poniedziałek.

Nadszedł czas ruszyć się z Ammanu dalej na południe.
Decydujemy się przejechać najwęższą drogą na mapie: King's Highway, drogą wybudowaną w trudnych warunkach górskich.
Rano idziemy na dworzec i jedziemy busem do Madaby. tam staramy się złapać stopa do Karaka. Niestety. Łapiemy tylko do Dhubanu, ostatniej wioski przed Kings Highway. Okazuje się, że teoretycznie ta droga w ogóle jest nieprzejezdna, bo akurat wymieniają asfalt. Cud, że tu dojechaliśmy. Stąd łapiemy dalej. Co chwilę zatrzymują się taksówkarze i mówią, że i tak nas nikt za darmo nie weźmie, ale oni za sporą kasę są skłonni.

Nie poddajemy się.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
TurcjaWybierz obszar który Cię interesuje

TurcjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju