Allah Korsun, czyli wszystko w rękach Allacha
piglet Wyświetlono: 1400 razy 2003-12-13 17:22:25![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.94 (32 głosów) |
Taki właśnie napis widnieje na wszystkich tureckich autobusach. Jest odpowiedzialny za wszystko co dzieje się podczas jazdy: niesprawne hamulce, łamanie przepisów drogowych przez kierowcę. Jak Allah pozwoli, to szczęśliwie dojedziemy do Stambułu...
Bo tak w ogóle tureckie autobusy dzielą się na dwie kategorie:
- Nowsze luksusowe, najczęściej mercedesy - są bardzo wygodne, klima działa bez zarzutu, a steward próbując być schludnie ubrany co chwilę serwuje nam a to herbatkę, a to ciasteczko, a to pepsi. Kursują głównie jako liniowe autobusy w Turcji.
- Starsze (również mercedesy, ale trochę podstarzałe) to autobusy handlowo-przemytnicze. Kursują do Bułgarii, Rumunii i jak się okazało do Polski też. Oczywiście o serwisie nie ma co marzyć.
I właśnie takim starociem jechaliśmy. Na cały autobus tylko czterech turystów, reszta to handlowcy branży tekstylno odzieżowej. Wszyscy jadą tą trasą już setny raz, wiedzą kiedy i gdzie będzie postój, a z kierowcą są na ty.
A co się nasłuchaliśmy. O garsonkach, sukienkach wiemy prawie wszystko. Ale i tak największy zysk jest na dresach, koniecznie adasie, najki i robaki, broń Boże pumy. Na wszystko marża co najmniej 50%. Niestety przy tych wszystkich rozmowach ci ludzie bardzo dużo palą, no bo przemytnik, to bardzo nerwowy zawód. Celnicy mogą zabrać towar, a dolar ciągle drożeje. A na dodatek na nasze nieszczęście papierosy w sklepach bezcłowych na trasie są bardzo tanie.
Dziesięć kilometrów przed turecką granicą w autobusie wielkie poruszenie. Zatrzymaliśmy się przy sklepie z butami. Wszyscy wybiegli przepychając się niemiłosiernie. Wyszliśmy i my. Same adidasy, najki i robaki nienagannie podrobione. A oni kupują jak szaleni. Każdy już dwie wielkie reklamówy trzymał w ręku, kiedy podszedłem do Grzegorza - 'handlowca' z Zabrza i pytam się po ile te buty. On, solidnie już wstawiony (wszak w autobusie królował absolut) odkrzyknął: siedem papierów i dalej zajął się przebieraniem par butów. Później w autobusie, kiedy mieliśmy już ruszać znowu poruszenie: jedna pani kupiła dwa lewe adidasy.
Kierowcy byli niewzruszeni. Takie scenki oglądają dwa razy w miesiącu.
Całą trasę jechaliśmy bardzo szybko, kierowcy jak wariat wyprzedzali na trzeciego. Trąbili przy każdej nadarzającej się okazji (a miał super klakson z melodyjką).
I kiedy tak jeden z kierowców wyprzedzał gdzieś w Bułgarii na wąskiej i dziurawej drodze, a kierowca ciężarówki jadącej z naprzeciwka przechodził szkołę hartowania żelaznych nerwów jeden z turystów skwitował: Allah Korsun - wszystko w rękach Allaha.
Sit down please, czyli jak dostać wizę
Konsulat Irański w Stambule znaleźliśmy bez problemu - wizyta w informacji turystycznej rozwiązała cały problem.
Wchodzimy. W środku chłodno, wręcz zimno. Przy okienku pytamy o wizy turystyczne. No problem. Osiem dni czekania. Trochę długo. Obok nas stoją Hiszpanie, również tym zmartwieni. A w Erzurum? - pytam. Two days odpowiada urzędas. Długo się nie zastanawialiśmy.
| Oceń relację |
TurcjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























