Strwiążem i Dniestrem do Mołdawii - część II
Jaroslaw Frackiewicz Wyświetlono: 591 razy 2006-01-11 23:59:51![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.02 (172 głosów) |
"Wyprawa ekipy Grzegorza Łuczkiewicza z Polski do Mołdawii rzeką Strwiąż i Dniestrem - 2001"
http://www.moje-kajaki.net
DZIENNIK POKŁADOWY
12 lipca 2001, czwartek, w przeddzień wyprawy
Do wyjazdu przygotowywaliśmy się już od kilku dni, gromadząc rzeczy w pustym pokoju Ani. W dniu poprzedzającym wyjazd załadowaliśmy rzeczy w parę wielgachnych tobołów. Wieczorem przyjechał pan Mariusz w samochodzie wujka Józka z ogromną przyczepą z wypożyczalni. Szybko i sprawnie włożyliśmy na przyczepę łódkę i mocno ją przywiązaliśmy. Po wspólnej kolacji niezwłocznie położyliśmy się spać. Tylko tata kończył jeszcze tłumaczenie, a mama przygotowywała nam prowiant na drogę.
WYPRAWA
13 lipca, piątek, dzień pierwszy
Kapitan obudził Pierwszego Oficera o 3:30, szybko ostrzygliśmy się i wykąpali, po czym załadowaliśmy bagaże do łodzi na przyczepę.
Do Krościenka dojechaliśmy po sześciu godzinach (z krótką przerwą). Zwodowaliśmy „Robaka” na Strwiążu i wyrzuciliśmy bagaże na brzeg. Pożegnaliśmy się z panem Mariuszem i zaczęliśmy załadowywać „Robaka”. Pierwszy Oficer wraz z Załogą udał się na herbatę do pobliskiego baru, a Kapitan tymczasem kończył pakować rzeczy na pokład. Potem nastąpiła zmiana warty i Kapitan poszedł na kawę, a Pierwszy Oficer uczył Załogę puszczać kaczki na wodzie.
Wypłynęliśmy około 14:00. Szybko okazało się, że Strwiąż nie jest zbyt spławny i wiele odcinków pokonywaliśmy burłacząc. Spływ zaczął się pod złymi auspicjami, ponieważ Kapitan od razu złamał pióro wiosła i w kilku miejscach pękło dno łodzi — na szczęście tylko górna warstwa. Teraz już wiemy, że nie można odpychać się wiosłami od dna, a na większych „porohach” trzeba szybko wysiadać. Nad wodą widzieliśmy (z bliska) i słyszeliśmy dużego drapieżnego ptaka i chyba żurawia albo czaplę siwą. Do granicy dopłynęliśmy, lub raczej dobrodziliśmy, o 15:15. Odprawa polska przebiegła bardzo szybko. Natomiast dwaj Ukraińcy poddali nas dość szczegółowemu badaniu i zrewidowali nasze bagaże. Potem poczęstowali nas hiobową wieścią: Strwiąż jest przegrodzony potrójnym ogrodzeniem uniemożliwiającym spływ. Niejasno wyjaśniali zagadkę tych przegród, aż w końcu wydali nam tajemnicę państwową, że nie opodal znajduje się jednostka wojskowa, której teren obejmuje część biegu rzeki. Po ciężkich negocjacjach zgodzili się znaleźć kogoś, kto mógłby nas przewieźć. Umówiliśmy się z pogranicznikami 500 metrów dalej, ale przepłynięcie takiego dystansu okazało się bardzo trudne ze względu na zwaloną w poprzek koryta wierzbę. Próba jej przerąbania została przerwana wobec tego, że pień znacznie się przy tej czynności zanurzył i można było przeciągnąć „Robaka” ze znajdującą się w środku Załogą. Za chwilę ukazali się znajomi pogranicznicy.
| Oceń relację |
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju















