• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Dunaj Austria 1996 - część II

Jaroslaw Frackiewicz Wyświetlono: 403 razy 2006-01-11 22:13:59
  Ocena:2.96 (116 głosów)


Spływ austriackim Dunajem
od Linzu do Wiednia – 1996 r.

http://www.moje-kajaki.net

Turyści nad Dunajem.

Płynęliśmy przez dolinę Nibelungów i dolinę Wachau, ulubione regiony urlopowe Austriaków. W 1996 roku turystów było jeszcze więcej niż przeciętnie, bowiem obchodzono tysiąclecie Austrii na pamiątkę użycia w dokumencie z 966 roku po raz pierwszy nazwy “Ostarrichi”.

Oczywiście są to obszary całkowicie zurbanizowane. Wzdłuż rzeki biegnie droga, tor kolejowy i ścieżka dla rowerzystów. Ale i tak jest bardzo pięknie; płynąc mija się zadbane miasteczka, zawieszone na skałach zamki, a w dolinie Wachau, winnice rozpostarte na nadrzecznych skarpach. Przez ten region przetaczają się tysiące urlopowiczów. Jest to typ stadny, trzyma się tłumu i deptaków. Wystarczy odejść krok od ścieżki rowerowej, kilometr od miasteczka aby cieszyć się samotnością.

Spotkaliśmy niewielu kajakarzy, a takich spływających turystycznie jak my nie widzieliśmy. Za to kłębiły się dzikie tłumy rowerzystów: młodych, starych, nawet z niemowlakami na przyczepkach. A wszyscy, i młodzi, i starzy w żarówiastych kolorowych kombinezonach i kaskach. W 1996 roku kolarskie stroje nie były w Polsce tak popularne jak teraz. Zresztą i dzisiaj obcisłe kolorowe kombinezony zakładają raczej młodzi rowerzyści, a tam nawet zupełnie starsi panowie z brzuszkami i łysinami oraz panie z pupami pedałowali w różowych, żółtych i pomarańczowych obcisłych leginsach i koszulkach. Przy szlaku korzystając z boomu egzystowało dziesiątki pensjonatów, restauracyjek i sklepów rowerowych. Kolarze do nas się miło uśmiechali, mówili “Gruess Gott” i dalej pędzili swoją ścieżką.

W bezpiecznym państwie wśród życzliwych ludzi.

Płynęliśmy przez malutkie senne miasteczka, ale i przez zapchane turystyczne centra jak Melk, czy Duerstein; wszędzie, każdy przechodzień czy rowerzysta witał nas “Gruess Gott”. To było nadzwyczajne. Tak się do tego przyzwyczaiłam, że po powrocie do Polski mówię częściej “Dzień dobry” niż u nas przeciętna grzeczność wymaga.

Kiedy mieliśmy biwak przy ścieżce rowerowej, jedna osoba z grupy była oddelegowana wyłącznie do odpowiadania “Gruess Gott” przejeżdżającym. Można pozazdrościć, że w Polsce nie ma takiego zwyczaju.

W miasteczku Grein pięknie położonym przy malowniczym zakręcie Dunaju, za pozwoleniem właścicielki pensjonatu i trawnika wokół niego, mieliśmy biwak tuż za miejskim parkiem. Wieczorem po spacerze w miasteczku wracaliśmy przez ten skwerek i przy naszej drodze na ławeczce popijała piwo głośna grupa młodzieży z nastroszonymi Irokeskimi czubami, w skórzanych kurtkach itd. Widok ten postawił nas w stan podwyższonej gotowości.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
AustriaWybierz obszar który Cię interesuje

AustriaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju