Dunaj Austria 1996 - część II
Jaroslaw Frackiewicz Wyświetlono: 403 razy 2006-01-11 22:13:59![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.96 (116 głosów) |
Spływ austriackim Dunajem
od Linzu do Wiednia – 1996 r.
http://www.moje-kajaki.net
Turyści nad Dunajem.
Płynęliśmy przez dolinę Nibelungów i dolinę Wachau, ulubione regiony urlopowe Austriaków. W 1996 roku turystów było jeszcze więcej niż przeciętnie, bowiem obchodzono tysiąclecie Austrii na pamiątkę użycia w dokumencie z 966 roku po raz pierwszy nazwy “Ostarrichi”.
Oczywiście są to obszary całkowicie zurbanizowane. Wzdłuż rzeki biegnie droga, tor kolejowy i ścieżka dla rowerzystów. Ale i tak jest bardzo pięknie; płynąc mija się zadbane miasteczka, zawieszone na skałach zamki, a w dolinie Wachau, winnice rozpostarte na nadrzecznych skarpach. Przez ten region przetaczają się tysiące urlopowiczów. Jest to typ stadny, trzyma się tłumu i deptaków. Wystarczy odejść krok od ścieżki rowerowej, kilometr od miasteczka aby cieszyć się samotnością.
Spotkaliśmy niewielu kajakarzy, a takich spływających turystycznie jak my nie widzieliśmy. Za to kłębiły się dzikie tłumy rowerzystów: młodych, starych, nawet z niemowlakami na przyczepkach. A wszyscy, i młodzi, i starzy w żarówiastych kolorowych kombinezonach i kaskach. W 1996 roku kolarskie stroje nie były w Polsce tak popularne jak teraz. Zresztą i dzisiaj obcisłe kolorowe kombinezony zakładają raczej młodzi rowerzyści, a tam nawet zupełnie starsi panowie z brzuszkami i łysinami oraz panie z pupami pedałowali w różowych, żółtych i pomarańczowych obcisłych leginsach i koszulkach. Przy szlaku korzystając z boomu egzystowało dziesiątki pensjonatów, restauracyjek i sklepów rowerowych. Kolarze do nas się miło uśmiechali, mówili “Gruess Gott” i dalej pędzili swoją ścieżką.
W bezpiecznym państwie wśród życzliwych ludzi.
Płynęliśmy przez malutkie senne miasteczka, ale i przez zapchane turystyczne centra jak Melk, czy Duerstein; wszędzie, każdy przechodzień czy rowerzysta witał nas “Gruess Gott”. To było nadzwyczajne. Tak się do tego przyzwyczaiłam, że po powrocie do Polski mówię częściej “Dzień dobry” niż u nas przeciętna grzeczność wymaga.
Kiedy mieliśmy biwak przy ścieżce rowerowej, jedna osoba z grupy była oddelegowana wyłącznie do odpowiadania “Gruess Gott” przejeżdżającym. Można pozazdrościć, że w Polsce nie ma takiego zwyczaju.
W miasteczku Grein pięknie położonym przy malowniczym zakręcie Dunaju, za pozwoleniem właścicielki pensjonatu i trawnika wokół niego, mieliśmy biwak tuż za miejskim parkiem. Wieczorem po spacerze w miasteczku wracaliśmy przez ten skwerek i przy naszej drodze na ławeczce popijała piwo głośna grupa młodzieży z nastroszonymi Irokeskimi czubami, w skórzanych kurtkach itd. Widok ten postawił nas w stan podwyższonej gotowości.
| Oceń relację |
AustriaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















