• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Dunaj Austria 1996 - część I

Jaroslaw Frackiewicz Wyświetlono: 954 razy 2006-01-11 22:13:14
  Ocena:2.53 (111 głosów)


Spływ austriackim Dunajem od Linzu do Wiednia – 1996 r.
http://www.moje-kajaki.net

Spływ austriackim Dunajem był naszym pierwszym samodzielnie zorganizowanym zagranicznym spływem. Założenie było takie, że dojeżdżamy pociągiem lub autobusem do rzeki, własnymi składanymi kajakami spływamy, zwiedzając nadbrzeżne miasteczka, na koniec składamy sprzęt i wracamy publicznymi środkami transportu do domu.

Jarek brał udział w czasach PRL’u w spływach “Sobieskiego” na węgierskim Dunaju, znał tamtejszą wodę i dlatego chcąc jak najmniej ryzykować, wybrał na nasz pionierski spływ Dunaj austriacki. Przed wyjazdem mieliśmy jednak kilka wątpliwości. Bazując na naszych krajowych doświadczeniach, obawialiśmy się, że być może straż wodna będzie wymagać od nas kart pływackich czy kapoków. Wzięliśmy więc ze sobą, co kto miał, Jarek kartę, a ja kamizelkę ratunkową, ale nikt na Dunaju nas o to nie zaczepił.

Nie wiedzieliśmy również jak nam się ułoży z biwakami “na dziko”, bowiem znajomi zapewniali nas, że rozbijanie namiotów poza campingami jest w Austrii niemożliwe. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że nocowanie przez cały spływ na polach namiotowych zachwiałoby naszym budżetem.
Jak więc było naprawdę?

Biwaki nad Dunajem.

Poszczęściło się nam, bo wszystkie biwaki nad Dunajem, a było ich szesnaście, mieliśmy “na dziko”. Może dlatego się udało, że w Austrii nikt w taki sposób nie obozuje?

Za miejsca noclegów służyły nam naddunajskie błonia, z trzy razy biwakowaliśmy w opuszczonych kamieniołomach, bardzo chwaląc sobie te miejsca. Często nocowaliśmy na prywatnym terenie, prosząc wcześniej o pozwolenie. A kiedy raz austriacki chłop zażądał od nas opłaty, obrażeni opuściliśmy jego łąkę. Zawsze pomiędzy rzeką, drogą, torem kolejowym i ścieżką rowerową znaleźliśmy skrawek trawy dla dwóch namiotów.

Trzy noce spędziliśmy we Wiedniu, na miejscu biwakowym dla wodniaków, gdzie trafiliśmy zupełnie przypadkowo od strony wody. To pole namiotowe było położone na sztucznym półwyspie pomiędzy Dunajem a przystanią sportów wodnych. Dopływając do Wiednia, planowaliśmy znalezienie biwaku przed miastem, przypuszczając, że w stolicy nie będziemy mogli rozbić namiotów na dziko. Ale przed Wiedniem prąd ostro przyspieszył, zerwał się wiatr w twarz, wiosłowaliśmy zapamiętale, nie rozglądając się uważnie na boki i omal nie przegapiliśmy stolicy! Uratowała nas przytomność Uli. I kiedy dobijaliśmy do brzegu, który okazał się groblą pomiędzy korytem Dunaju a spokojnym basenem, wyjaśniono nam, że jesteśmy we Wiedniu.

To był właśnie rejon klubów żeglarskich, wioślarskich i kajakowych. Przeszliśmy się z dużymi nadziejami od jednej przystani do drugiej, licząc, że wodniacy przyjmą współtowarzyszy i pozwolą się nam rozbić namioty na trawniku. Jednak nic z tego.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
AustriaWybierz obszar który Cię interesuje

AustriaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju