W porcie Patras czeka na mnie niemiła niespodzianka. Nie dość, że jest chłodno, to jeszcze leje deszcz...
Rowerem przez 3 kontynenty - Grecja i Turcja.

Rozmus2003-12-11 11:59:05
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.33 z 5.00. 3 głosów oddanych
poety i inspiratora mistycznego ruchu tańczących derwiszów. Jest to miejsce licznych pielgrzymek. Turcy zdają się napełniać tutaj energią, a i mi to miejsce przynosi niesamowite szczęście, bo tego samego dnia nie wydaję na utrzymanie ani jednego lira: wszystkie posiłki po drodze i nocleg (w suszarni kukurydzy) dostaję za darmo. Jedno ze słynnych zdań Mevlany wisi u wejścia do tego świętego dla Turków miejsca, przetłumaczone na kilka języków (cytuje nieściśle z pamięci): "Przyjdź, przyjdź raz jeszcze, przyjdź nawet jeśli w Boga nie wierzysz lub jesteś czcicielem ognia. Przyjdź, bo nie jesteśmy z tych, którzy tracą nadzieję. Przyjdź, nawet jeśli sto razy złamałeś swoje przysięgi. Proszę Cię, przyjdź raz jeszcze."
Jeśli chodzi o krajobrazy, to Turcja prawie cała poprzecinana jest pasmami górskimi. Szerokimi na kilkadziesiąt kilometrów dolinami ciągną się pola uprawne, wszędzie jest pełno żółci i brązu, bo to już późna jesień, czas zbioru jabłek, kukurydzy, buraków cukrowych i ziemniaków. Na pozostałych, prawie pustynnych terenach, pasą się stada owiec o czarnych pyszczkach, gdzieniegdzie pojawiają się osiołki i niestety psy, które złośliwie gonią rowerzystę nawet przez pół kilometra i to pod górę, ufff.... Drogi, jak przystało na Bliski Wschód są bardzo zakurzone, a w powietrzu unosi się charakterystyczny zapach owczego mięsa i lekka mgła.
Po przejechaniu prawie 2 tys. km po raz pierwszy na trasie odczuwam poważne zmęczenie fizyczne: to te kiepskie drogi, zimno, no i te podjazdy. Czas na mały odpoczynek w Kapadocji (Goreme) do której docieram po ciemku (słońce zachodzi o godz. 17.00) i jeszcze nie miałem okazji nacieszyć oczu wspaniałością krajobrazu.
Pod koniec dnia, gdy przedzieram się przez ostatnie pasmo gór, dzielące mnie od wybrzeża, niespodziewanie drogę zajeżdża mi ciężarówka.
Kierowca, widocznie ze współczucia, sam od siebie pyta, czy mnie gdzieś nie podwieźć. Ponieważ tego dnia limit 80 km wykonałem już o godz. 13, nie mam nic przeciwko temu, zwłaszcza ze nieczęsto zdarzają się takie niespodziewane propozycje. Dobrą chwilę zajmuje nam wciąganie roweru na pakę na wysokość 5 m przy pomocy liny. W kabinie okazuje się, że kierowca jedzie dalej na wschód. Postanowiłem to wykorzystać i zupełnie nieplanowo zobaczyć źródła rzeki Eufrat, o czym zawsze marzyłem, ale ograniczenia czasowo-wizowo-dewizowe nie pozwalały na aż takie rozszerzenie trasy w Turcji.
W tej chwili, po dwóch dniach jazdy rowerem na zachód, jestem 7 km od granicy syryjskiej w tureckim mieście Kilis. Jeśli wszystko pójdzie dobrze (tzn. nie zorientują się, ze jestem agentem Mosadu ;-)) to przez jakiś tydzień-dwa będę odcięty od Internetu, gdyż dostęp do sieci jest w Syrii nielegalny (reżim).
Klimat jest tutaj cieplejszy, tak, że od dwóch dni noce spędzam w namiocie na polach lub w sadach. Do snu przygotowuję się o 17, a wstaję ze wschodem słońca o 6.
Krzysztof Rozmus
http://krzysztofrozmus.net
Zobacz zdjęcia:
Turcja
,
Grecja
Turcja - wybierz obszar, który cię interesuje:
















































