Gran Paradiso
darek Wyświetlono: 5387 razy 2003-12-11 11:20:43![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.13 (60 głosów) |
Wyjazd przełożyliśmy o jeden dzień do przodu. Z powodów praktycznych. Trasa z Wrocławia w dolinę Aosty to jednak niezły kawał drogi ...
Sobota, 21 czerwca 2003
Wyjazd przełożyliśmy o jeden dzień do przodu. Z powodów praktycznych. Trasa z Wrocławia w dolinę Aosty to jednak niezły kawał drogi i pokonywanie go w ciągu jednego dnia nie jest rzeczą przyjemną. Dzielimy trasę na dwa odcinki, zatrzymując się na noc w Bonn i dopiero stamtąd jedziemy dalej do Włoch. Ma to ten dodatkowy plus, że nie musimy się nigdzie spieszyć i nie koniecznie brać najkrótszą, i często najdroższą drogę. Wineta za Szwajcarię i tak nas nieźle skrobnęła, więc korzystając z ładnej pogody nie kierujemy się w płatny tunel pod Gros St. Bernard, a pniemy się serpentynami na przełęcz. Droga nie jest łatwa, ale za to widokowo piękna. Na przełęczy czeka nas przejście graniczne i pierwsze spotkanie z alpejskim klimatem. Wegetacja jest tu już skromna, dominują skały i mimo ostrego słońca nie sposób opuścić samochódu bez polara.
Przejazd przez jedną z tych przełęczy dzielących północną stronę Alp od południowej jest dla mnie zawsze czymś szczególnym. Tu, odkąd istnieją te góry, przebiega granica klimatyczna i kulturalna Europy. Północ i południe spotykają się właśnie w tym miejscu. Jakże często opuszcza się tu deszczową Szwajcarię by wreszcie zanurzyć się w słonecznym klimacie Włoch. Co oczekuje podróżnika po drugiej stronie? Prawdopodobnie najpiękniejsza z wielkich alpejskich dolin: Dolina Aosty. Ciągnie się ona wzdłuż głównego łańcucha górskiego, od jego największego masywu - Monte Rosa – obok takich olbrzymów jak Matterhorn, Grand Combin, Parku Narodowego Gran Paradiso po białego monarchę zamykającego dolinę od zachodu: Mont Blanc.
Wpływ włoskiej kultury i architektury jest tu wprost oszołamiający, ale klimat tego kraju daje się we znaki. Upał. W Aoscie nie zatrzymujemy się ani na chwilę. Parę kilometrów za miastem odbijamy na lewo i pniemy się wąską doliną Val Savarenche ponad 1000 m w górę. Droga kończy się na wielkim parkingu i wjeździe na Camping, w małej osadzie o nazwie Pont. Dalej góry zastawiają drogę i aby się samochodem dostać na drugą stronę łańcucha górskiego trzeba by jechać aż po Mediolan. Nasza jazda dobiega końca.
Pierwszy raz byłem w Pont trzy lata temu. Obawiałem się tego miejsca, gdyż była właśnie pełnia sezonu, a w przewodniku wyczytałem, ze jest tam brudno i hałaśliwie. Jednak parę dni załamania pogody spowodowało wtedy, że spotkałem się tam z czystym, pustym i spokojnym campingiem, miłą obsługą i bardzo dobrymi warunkami do odpoczynku, co jest ważne tak samo po dwóch dniach na autostradzie jak i po paru dniach pobytu w górach. Polubiłem to miejsce. Ale dojeżdżając tym razem do Pont przeraziłem się. Parking był przepełniony, na okolicznych skałkach wisiały dziesiątki wspinaczy-skałkowców, a przed knajpką siedziały tłumy ludzi. Co się stało? Nic.
| Oceń relację |
Komentarze
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



























Witam, i obecnie ( koniec sierpnia-2009) za nocleg w sali zbiorowej,ze znizką AV - zapłacic trzeba 10 eu, choc polecam kilkanascie minut od schroniska ( na trasie wsrod głazów )rozbic sie i spokojnie zdrzemnac się i ok 5 (za tramwajem) ruszyc na GP. Osobiscie do góry wybrałem wariant grzbietem tj ferratowy" a w zejsciu wariant lodowcem .
Generalnie 90% turystów wchodzi i schodzi lodowcem
Janusz
Heh.. Jak tak czytam o tym wejściu na Gran Paradiso to proponuje zrobić dłuższą aklimatyzacje ludziom którzy wyjeżdżają z Polski i prawie od razu chcą zdobywać szczyty. Właśnie wróciłem z tamtych rejonów po zdobyciu paru lodowców... Ja proponuje przespać się na campingu na dole, rano ruszyć do schroniska i tam spać (nocleg kosztuje coś ponad 5 euro a ma się do dyspozycji prysznic i w miarę wygodne warunki - ja spałem na poddaszu i tam jest coś ok. 30 "łóżek" do spania, w miarę nisko więc trzeba uważać na głowę, ale cieplutko za to). Z rana (ok. 5) wyruszyć sobie na lodowiec La Tresenta (3609 m) Na początku b.łatwe wejście, trochę między kamieniami, następnie robi się płasko, kamienie przechodzą w lodowiec, potem góra robi się lekko stromsza - ale w granicach możliwości i trawersem na szczyt po stoku nad którym b.późno wita słońce - więc cały czas idzie się w cieniu, a to jest skarp na takich wyprawach. Pół godzinki na górze, spokojny "spacerek" ku dołowi i przed 12 jesteśmy w schronisku. I wtedy dopiero można na następny dzień atakować Gran Paradiso świadomym już ,że nie będzie się sapać po drodze albo mieć obawy o jakiekolwiek dolegliwości... Pobudka ok.3 , szczyt zdobywamy ok. 9 i ok. 12 z powrotem jesteśmy w schronisku, chwilowy czas na odpoczynek, kąpiel i powolutku można się zbierać na krótki marsz na camping... I tak powstała zupełnie niespodziewanie moja krótka opowieść po pobycie w jakże pięknym zakątku Europy ;] Mimo, że mam 16 lat to mam dużo do powiedzenia w sprawie gór, ponieważ Alpy obszedłem wzdłuż i wszerz ;) Jak co to zostawiam swój mail: jianshe@o2.pl Pozdro xD
i co dalej?