Liczący 8201 m jest szóstym pod względem wysokości szczytem świata. Nie należy do najtrudniejszych technicznie, ale jego potężna sylwetka, ozdobiona pióropuszem śniegu wyrywanym z grani przez silne wiatry robi duże wrażenie. Z daleka jest łudząco podobny do Mt Everestu widzianego od strony tybetańskiej. Potrafi bronić się głębokim śniegiem na rozległych polach podszczytowych i zagrożeniem lawinowym. Nawet najlepsi himalaiści są wtedy bez szans. W sezonie jesiennym 1999 roku z olbrzymiej ilości wypraw w tym także bogato wyposażonych w tlen i Szerpów, weszły tylko dwie osoby.
Cho Oyu - relacja
RyszardPawlowski2005-12-23 18:20:11
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 4 głosów oddanych
do oddalonej o 2 godziny bazy chińskiej na wysokości 4735 m. Po dniu wypoczynku, dopełnieniu formalności z chińskim oficerem łącznikowym i przepakowaniu bagażu na lokalny środek transportu czyli jaki w komplecie pomaszerowaliśmy do bazy wysuniętej ABC położonej na wysokości 5700 m. Zastaliśmy mnóstwo zespołów i niezbyt optymistyczne wieści.
Od wielu dni ciągłe opady śniegu oraz szalejące wiatry nie pozwalały na udane akcje szczytowe. Niektórzy byli tu już od trzech tygodni. Podczas jednego z wyjść aklimatyzacyjnych spotkaliśmy Ankę Czerwińską uskrzydloną wiosennym wejściem na Mt Everest. Teraz jednak była przygnębiona, gdyż jej akcje z wysokościowym Szerpą zakończyły się w głębokim śniegu partii podszczytowych. Mówiła o zakończeniu wyprawy i przeniesieniu się na sąsiednią Shisha-Pangmę, na którą miała pozwolenie. Inne zespoły były w podobnej sytuacji. Henry Todd, stały bywalec pod tą górą, wrócił do domu wraz z dziesięcioosobową grupą bez sukcesu, mimo że w zespole miał najsławniejszą obecnie Amerykankę Christin Boskoff, która zdobyła już sześć szczytów ośmiotysięcznych. Nasz zespół robił to, co robić powinien, tzn. wychodziliśmy do góry wynosiliśmy sprzęt i zaopatrzenie przy okazji aklimatyzując się. W bazie oprócz doskonałego jedzenia przyrządzanego przez naszego mistrza kuchni Kalu, rozgrywaliśmy turnieje szachowe uszczuplając dwulitrowy zapas serbskiej Rakiji przywiezionej przez uczestnika Pavle Milosevica z jego rodzinnej wioski.
Z niepokojem patrzyliśmy do góry widząc coraz więcej zespołów wracających bez sukcesu. Na dodatek zaprzyjaźniony kucharz Lakczu przepowiedział, że w czasie zbliżającego się święta Dasu związanego z rytualnym zabijaniem zwierząt zawsze następują kilkudniowe opady śniegu. Byliśmy skłonni w to uwierzyć. Lakczu każdego roku bierze udział w wyprawach, a pod Cho-Oyu był już wielokrotnie.
...
kryza, 2008-03-15 17:58:36
Zobacz zdjęcia:
Chiny
Chiny - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj


























Inka, 2008-06-15 22:16:48