• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Dolomity 2002 [III]

darek Wyświetlono: 535 razy 2003-12-11 11:06:00
  Ocena:2.93 (57 głosów)


Wstajemy późno. Agnieszka marudzi, że o tej porze nie wychodzi się w góry i właściwie ma rację. Jest dziesiąta, kiedy stajemy pod ścianą...
1. czerwca 2002

Wstajemy późno. Agnieszka marudzi, że o tej porze nie wychodzi się w góry i właściwie ma rację. Jest dziesiąta, kiedy stajemy pod ścianą. Ale co się przejmować? Droga Richarda Goedecke i Susanny Hornburg ma wprawdzie 400 m długości, ale czas przejścia został wyceniony na 2,5 godziny. Już widzę nas po południu przy namiocie...

Wchodzimy w ścianę. Skała jest – jak to w Dolomitach – luksusowa. Wschodnia ekspozycja gwarantuje nam parę godzin dobrego słoneczka, co z kolei zmusza nas do całkowitego obwinięcia twarzy. W „stylu muzułmańskim” – bo tak to chyba musiało wyglądać – przechodzimy przez pierwsze lekkie wyciągi. Ściana spiętrza się dopiero po stu metrach i tu spotykamy się z pierwszymi trudnościami. Nie są one jeszcze natury technicznej, lecz – jak tego obawialiśmy się – natury orientacyjnej.

Droga Goedecke/Hornburg należy do nowszych dróg regionu. Pierwszego przejścia dokonano dopiero w 1989 roku, kiedy to wszystkie kombinacje dróg widowiskowo-ekstremalnych zostały rozwiązane, a ich autorzy – Dibona, Messner, Kamerlander itd. – udali się w inne regiony świata. Teraz zaczęto szukać ścian z drogami czysto rekreacyjno-klasycznymi; wspinaczka dla przyjemności, daleko od tłumów ludzi, w mało odwiedzanych częściach Dolomitów. Dróg takich wcale nie jest wiele, a mimo ich logicznego prowadzenia i swoistego uroku są one rzadko odwiedzane przez alpinistów. Może brakuje im własnej historii, jakiejś tragedii, po prostu mitu? Dla nas oznacza to konkretnie, że idziemy drogą prawie nienaruszoną. Drogę taką trzeba umieć czytać. Nie ma na niej starych haków, pozostawionych pętli, porozrzucanych niedopałków, czy jakiś innych „kierunkowskazów”, tak dobrze znanych z Granackich żeberek i Świnickich grzęd. Czekają nas trzy nadzwyczaj trudne wyciągi i akurat teraz zbaczamy z drogi. Trochę jest mi nie swojo; z dołu widziałem parę przewieszek wiszących między właściwą drogą a „Żółtym Kominem”, który z bliska wygląda bardzo nieprzyjemnie; jest mokry i kruchy. Wchodzę w wyciąg, ale nie udaje mi się przejść na lewo we właściwą drogę. Tymczasem teren robi się trudniejszy, a miejsc do założenia jakiegoś przelotu coraz mniej. Zakładam co się da, ale i tak odległości między przelotami to jakieś 10 do 15 m. Za dużo przy tych trudnościach. Ale co robić? Trzeba napierać i... jak najszybciej założyć „jakieś” stanowisko. Takowe i zakładam. Znajduję malutkie uszko skalne. Pętla przez nie się nie zmieści, a kewlarki są u Agnieszki, przy jej aucie. Mam jeszcze repiki, których używam do zjazdów, ale są tak silnie związane, że po kwadransie walki z węzłem poddaje się. Prowizorycznie zakładam kostkę, taką na słowo honoru, i w rozkroku – pode mną 300 m urwiska i na dole piarg doliny – postanawiam ściągać plecak i szukać w nim noża. I...
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje

WłochyChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju