Liga BikeBoard - Olsztyn, 11.05.2003.
willard Wyświetlono: 273 razy 2005-12-16 18:35:33![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.76 (49 głosów) |
Olsztyn był moim pierwszym maratonem Ligi BB i chyba ostatnim. Staram się patrzeć na ile to możliwe obiektywnie na stronę organizacyjną przedsięwzięcia jak i trudność trasy oraz jej walory krajoznawcze. Konfrontacja maratonów dwóch maratonowych sław czyli BikeMaraton i Ligi BikeBoard przebiegła szybko, w odstępie tygodnia) i stwierdzam, że maraton Olsztyński znacznie ustępował jakością Krynicy. Ale do rzeczy.
Olsztyn był moim pierwszym maratonem Ligi BB i chyba ostatnim. Staram się patrzeć na ile to możliwe obiektywnie na stronę organizacyjną przedsięwzięcia jak i trudność trasy oraz jej walory krajoznawcze. Konfrontacja maratonów dwóch maratonowych sław czyli BikeMaraton i Ligi BikeBoard przebiegła szybko, w odstępie tygodnia) i stwierdzam, że maraton Olsztyński znacznie ustępował jakością Krynicy. Ale do rzeczy.
Pogoda na jazdę po północnej jurze była wymarzona – przez noc i poranek lało równo więc znane ze zdradliwości jurajskie piaski sporo straciły ze swej grozy. Gdyby feralnego 11 maja była sucha słoneczna pogoda to wyścig ów stałby się katorgą.
Do Olsztyna przybyliśmy o godzinie 08.50 przewidując sprawne załatwienie formalności, rozgrzewkę i start o 10.00. Odbiór numerów okazał się sprawą o tyle prostą co czasochłonną – kolejka miała dobre 35 minut długości i rosła. W namiocie sponsora, do którego wiodła kolejka zasiadała pani o mentalności niedobrej urzędniczki, która chyba zawiadywała przedsięwzięciem. Okazało się, że koszulki (i to T-shirty) zostaną dosłane pocztą bo to tańsza opcja. To samo z CD ze zdjęciami i dyplomami. Informacja ta wzbudziła w nas podejrzenie, że firma EXTREME jest spowinowacona z przedsiębiorstwem Poczta Polska gdyż już wpłaty przyjmowała tylko i wyłącznie w formie przekazu pocztowego (nie przelewu). Z powodu braku koszulek część uczestników wystartowała w barwach konkurencyjnej ligi BM, choć pewnie organizatorów to bardzo irytowało. No i dobrze .
Start opóźnił się o 20 minut, a trasa wiodła pod górę by chwilę później przejść w doubletracka. Nie będzie odkrywczym stwierdzenie, że w miejscu owym od razu powstał korek. Kilkanaście minut później jakoś się grupa rozlokowała i zaczęło się zwiedzanie piaszczystych lasów. Niestety ze względu na wątłe urozmaicenie trasy (ciągle las, pole, wieś) nie jestem w stanie dokładnie jej opisać. Factum est, że gros przejazdów przez asfalt pilnowała policja, której chwała za to. Jeśli już mówimy o stronie organizacyjnej trasy to oznaczenie kawałkami białej taśmy wieszanej na drzewach uznaję z żalem za niedostateczne. Gdy nadchodziły momenty samotnej jazdy wielokroć miałem poważne wątpliwości czy udaję się w odpowiednim kierunku. Na szczęście lepsi kondycyjnie maratończycy wybawiali mnie z opresji szukania drogi. Najciekawszym kuriozum był natomiast ładny zjazd, pod koniec którego spotkaliśmy jadącą w naszą stronę zgraję bikerów z numerkami na kierownicach. Z ich ust padały tylko słowa powszechnie uznawane za obelżywe oraz „zła trasa”, „5 minut straty” i pomniejsze narzekania. Musieliśmy zawrócić i znów peleton, na oko trzydziestoosobowy gnał przez lasy. Fatalnie oznaczony był skręt w Niegowej – trzeba było skręcić w prawo skos, pomiędzy tirem, a węgłem baru.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

















