Bikemaraton 2003 – Krynica Zdrój (02-04.05.2003)
willard Wyświetlono: 259 razy 2005-12-16 18:33:46![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.67 (63 głosów) |
Majowy weekend zapowiadał się doskonale gdy w Święto Pracy wybraliśmy się na przejażdżkę po sławnym krynickim deptaku. Tak to już bywa, że spacer przeszedł w poszukiwanie terenów do jazdy i zakończył się wjazdem na Górę Parkową jak nam później uświadomiono. Niestety masy kuracjuszy nie pozwalały na rozwijanie znacznych prędkości wiec na pizzę pojechaliśmy torem saneczkowym. W cieniu parasoli obserwowaliśmy kolejnych zawodników dzielnie pomykających po deptaku w koszulkach z poprzednich edycji Bikemaratonu, prezentując świeżutkie rowery. Z naszej czwórki dwóch było na takiej imprezie po raz pierwszy więc z zapałem komentowaliśmy kondycję, sprzęt i trasę, co nasze drugie połowy przyprawiało o znudzenie.
Majowy weekend zapowiadał się doskonale gdy w Święto Pracy wybraliśmy się na przejażdżkę po sławnym krynickim deptaku. Tak to już bywa, że spacer przeszedł w poszukiwanie terenów do jazdy i zakończył się wjazdem na Górę Parkową jak nam później uświadomiono. Niestety masy kuracjuszy nie pozwalały na rozwijanie znacznych prędkości wiec na pizzę pojechaliśmy torem saneczkowym. W cieniu parasoli obserwowaliśmy kolejnych zawodników dzielnie pomykających po deptaku w koszulkach z poprzednich edycji Bikemaratonu, prezentując świeżutkie rowery. Z naszej czwórki dwóch było na takiej imprezie po raz pierwszy więc z zapałem komentowaliśmy kondycję, sprzęt i trasę, co nasze drugie połowy przyprawiało o znudzenie.
Dzień drugi rozpoczął się „pięciominutową” rozgrzewką, która zakończyła się po 26 km z powrotem w Krynicy... Próbowaliśmy odnaleźć w terenie trasę z mapki lecz przychodziło to z trudem. Jednak zjazd z Przełęczy Krzyżowej do Krynicy (zielony szlak) był przepiękny. Po południu podjechaliśmy do biura (dlaczego wszyscy szukali go na deptaku?) i otrzymaliśmy piękne numery z przedziału 90-93. Pokręciliśmy się ubłoceni wśród innych rowerzystów i zastanawiały nas te wypastowane buty i rowery jak z magazynu .
Dzień maratonu powitał nas mgłami i uczuciem, że skoro w nocy padało to trasa będzie mokra. Niewiele się myliliśmy. Zapakowaliśmy ciepłe ubrania i pomknęliśmy na rowerach na start. Odebrawszy koszulki (trochę pstrokate, ale ładne) dokonaliśmy ostatnich tankowań bidonów i camelbaków po czym ustawiliśmy się na starcie gdzieś w granicach 3/4 stawki.
Start był dość emocjonujący, zwłaszcza część wiodąca przez błocko, w którym niektórzy utykali i padali. Zrobił się mały korek. Późniejsza parada przez Krynicę była samą przyjemnością. Nigdy nie widziałem tylu bikerów w jednym miejscu. Nasza czwórka powoli rozeszła się po peletonie i już gnaliśmy po pierwszym podjeździe. Tłum rowerzystów zastopowało błoto i trawa, zapychające opony i zakleszczające boostery; zwłaszcza Magur. Musiałem zsiąść gdy wszyscy przede mną już się kotłowali na nogach. Tętno 193. Ktoś klął, ktoś złamał już hak przerzutki; łatano pierwsze dętki. Pod koniec podjazdu kątem oka zauważyłem jakieś kolorowe figurki gnające wysoko po prawej, po grzbiecie. Czoło miało już chyba 5 minut przewagi. Jechaliśmy nadal w dużej grupie, co nie pozwalało rozwinąć większych prędkości ani wpaść w tantryczny rytm pedałowania. Wielu było tym sfrustrowanych lecz zachowanie kilku osób rzucających na prawo i lewo „ku*** sp*******!” było chyba nie na miejscu. Można przecież krzyczeć „lewa!” (czego szybko się nauczyłem) ale kląć na kogoś, że prowadzi rower pod górę (a nie ma obok miejsca, żeby się usunąć) to już chamstwo. No ale są ludzie i ludzie.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


















