• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Bike Maraton 2003 - Przesieka, 26.07.2003

LIRO Wyświetlono: 182 razy 2005-12-16 18:00:48
  Ocena:3.05 (56 głosów)


Już kilka tygodni od ostatniego maratonu, tygodni włóczenia się i takiego sobie marudzenia. Aż przyszedł dzień i przyszła godzina. Na plac przed rezydencją mojej firmy zajeżdża lśniąca czarna bryka... Aga i Madziak. Bez pośpiechu montujemy rowery w busie, przenosimy skrzynie z wyposażeniem. Nagły SMS od Wigora. Na trasie swoich wojaży utknął gdzieś w Górach Sowich, po drodze mamy go stamtąd zabrać. Głównym tematem jest możliwość zaliczenia Danielek następnego dnia (ponad 400km od Przesieki).
Już kilka tygodni od ostatniego maratonu, tygodni włóczenia się i takiego sobie marudzenia. Aż przyszedł dzień i przyszła godzina. Na plac przed rezydencją mojej firmy zajeżdża lśniąca czarna bryka... Aga i Madziak. Bez pośpiechu montujemy rowery w busie, przenosimy skrzynie z wyposażeniem. Nagły SMS od Wigora. Na trasie swoich wojaży utknął gdzieś w Górach Sowich, po drodze mamy go stamtąd zabrać. Głównym tematem jest możliwość zaliczenia Danielek następnego dnia (ponad 400km od Przesieki).



Wyruszamy na trasę w stronę Słupska, wita nas oberwanie chmury. Na dłuższym odcinku mimo pracujących wycieraczek niewiele widać przez potoki wody zalewające szybę. Szczecinek, Poznań, we Wrocławiu jest już ciemno. Za Dzierżoniowem przy drodze czeka uśmiechnięty Wigor. Okazuje się że przejechał w ciągu doby jakieś 470km ze Szczecina (rowerem ma się rozumieć) po czym rozbił namiot i zrobił sobie totalnie wolne... Koło Przesieki szukamy jeszcze chwilę pensjonatu po czym jesteśmy tam o 2 w nocy. Jego standard, no cóż, odbiegał od zdjęć w internecie. Mimo to dało się zasnąć na wysłużonych wyrach .



Wstajemy ok. 9. Zabieramy nasze rzeczy z tego przybytku i udajemy się do Przesieki na start. Na śniadanie nie ma już czasu, zjadamy po kilka bananów. Pełny parking i mnóstwo bikerów wszędzie, okazuje się że Madziak ma jeszcze do przeprowadzenia prace przy rowerze Agi i swoim. Hmm trochę późno na to. Jadę do stoiska żeby zaopatrzyć nas w żele, znajduję inne, jakieś w tubkach jak pasta do zębów, za to tanie. Robi się naprawdę późno. 15min przed startem znajduję czas na odwiedzenie toalety gdzie już od jakiegoś czasu nikt nie spuszczał wody... Madziak i Aga giną gdzieś z oczu, Wigor woła mnie, ustawiamy się pod bramą Maxxisa. Rozglądam się, koło mnie stoi zawodnik z nietypowo wyglądającymi oponami Innovader więc go wypytuję. Chwali. Okazuje się że to jeden z czołowych ludzi z M3, J. Wsół. Przede mną rower tzw. ful wypas, crossmaxy/xtr. Czekamy kilka minut aż następuje START.



Asfaltowy zjazd, chwilami dość szybko, rower przy rowerze, nerwowi, podjarani zawodnicy. Czekam na pierwsze gleby... bach jeden leży, omijam go. Potem kątem oka widzę jak ktoś wywija fikołka przy poboczu, przy sporej prędkości. Nie oglądam się, skoncentrowany na tych przede mną. U dołu zjazdu głośny wystrzał dętki, pechowy zawodnik zjeżdża w bok. Następuje podjazd po asfalcie, ogarnia mnie totalna słabość. Mimo sporego pulsu cały peleton wyprzedza mnie jak leci. To nie będzie mój dzień – myślę. Po zrobieniu pętli przez wieś przejeżdżamy jeszcze raz prze pole startowe po czym zaczyna się właściwa trasa. Hmm trochę terenu, asfalt, podjazd przez las aż do szerokiego asfaltu. Czuję się jakiś słabiutki i przez chwilę myślę o zrobieniu tylko 1 pętli, nawet jestem zdecydowany...
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje

PolskaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju