• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Rowerem przez Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Węgry i Słowację - Dzień 5

Jabba Wyświetlono: 660 razy 2005-12-15 00:10:42
  Ocena:3.01 (77 głosów)


Ukraina, Mołdawia, Rumunia, Węgry, Słowacja (4 VIII - 23 VIII 2005, 2068 km)
http://www.jgdula.friko.pl/

8 sierpnia, poniedziałek. Dzień 5.

Gdy obudziłem się rano, z nadzieję wystawiłem głowę na zewnątrz, licząc na widok pięknego, błękitnego nieba. Niestety, rozczarowałem się. Niebo wyglądało tak samo paskudnie jak i w poprzednie dni... ale przynajmniej nie padało. Chwilowo.

Gdy mój wzrok z nieba zszedł bardziej na ziemię, zobaczyłem, że w niedalekiej okolicy kręcą się ludzie. Tubylcy jak sądzę, bo prowadzili krowy na łańcuchach. Zachowywali się jakoś dziwnie, kluczyli po krzakach w to i we wte... myślę, że chyba po prostu się nas bali ;) Chcąc zaoszczędzić im stresu, zebraliśmy się wyjątkowo szybko i już o 8.30 byliśmy na szlaku.

Mimo sporych górek jechało się bardzo dobrze i szybko.

Przed sklepem, w którym zatrzymaliśmy się na lody, zagadała nas młoda kobieta. Bardzo dobrze mówiła po polsku, jak się okazało, jeździła często do Polski do pracy. Miło było porozmawiać sobie z kimś odpowiadając na trochę szerszy zestaw pytań niż nieśmiertelne adkuda, kuda :) Ale trzeba było jechać dalej – niebo kiepsko wyglądało i chcieliśmy zrobić jak najwięcej kilometrów zanim zacznie padać. Bo nie mieliśmy wątpliwości, że padać w końcu zacznie.

No i zaczęło. Była godzina 11.40, a my na liczniku mieliśmy niewiele ponad 40 km. Schowaliśmy się na przystanku (całe szczęście na Ukrainie mają wielkie, betonowe przystanki autobusowe, także jest się gdzie chować) zdecydowani deszcz przeczekać. Wiał silny wiatr, chmury gnały po niebie, więc mieliśmy nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać.

Początkowo wydawało się, że nasze modły zostały wysłuchane – zaledwie po godzinie deszcz ustał i mogliśmy ruszyć dalej. Niestety, nie ujechaliśmy daleko. Udało nam się przejechać zaledwie trzy kilometry, z jednego końca wioski na drugi, gdy znowu zaczęło lać. Przynajmniej i teraz mieliśmy do dyspozycji przystanek, więc na głowy nam nie padało.

Zaczęło się wielkie czekanie. Deszcz lał jak z cebra. Było zimno. Było głodno, bo niestety ale nie mieliśmy nic na obiad, przekonani że zakupy zrobimy w kolejnej wiosce. Było nudno. A na koniec zaczęło być i mokro, bo dach przystanku zaczął przeciekać. . Liczba przeczytanych stron gazet i książek wziętych jeszcze z Polski (tutaj pragniemy podziękować redaktorowi Polityki oraz p. Sapkowskiemu ) rosła w oczach. Czasem wydawało nam się, iż przechodnie mogli nas mieć za moli książkowych, a nie za kolarzy ;-)

W czasie tych godzinach wiele osób przewinęło się przez nasz przystanek. Przychodzili, czekali, odjeżdżali. Na ogół nie wykazywali nami żadnego zainteresowania, ale były wyjątki. Jakiś staruszek koniecznie uparł się, że porozmawia z nami i nie zrażał się tym, że rozumiemy piąte przez dziesiąte co do nas mówi.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje

WęgryChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju