• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Rowerem przez Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Węgry i Słowację - Dzień 6

Jabba Wyświetlono: 764 razy 2005-12-15 00:05:42
  Ocena:2.87 (78 głosów)


Ukraina, Mołdawia, Rumunia, Węgry, Słowacja (4 VIII - 23 VIII 2005, 2068 km)
http://www.jgdula.friko.pl/

9 sierpnia, wtorek. Dzień 6.

Pierwsze co zrobiłem rano po przebudzeniu, to oczywiście sprawdzenie, jak tam z pogodą. Nie pada! Ba, piękne niebieskie niebo, z lekka tylko przetykane zupełnie nieszkodliwymi białymi chmurkami :) Widok po prostu boski. Co prawda wiatr był straszliwy, ale kto by się przejmował takimi głupotami, kiedy w końcu jest sucho.

Kolejna miła niespodzianka: dwie półtoralitrowe butelki z wodą. Stróż musiał się zlitować nad nami i skądś skombinował. Niech będzie błogosławiony, mogliśmy dzięki niemu wypić gorącą herbatę :) Wody było na tyle dużo, że po śniadaniu zostały nam jeszcze dobre dwa litry – wykorzystaliśmy je do pobieżnej (bardzo) kąpieli na trawniku przed szkołą.

Tego dnia mijało 5 dni które łaskawie nam dano na dojechanie do Mołdawii. Szczerze mówiąc, nie wiem co by się stało, gdybyśmy się nie zmieścili w tym terminie. Być może kompletnie nic. Być może trzeba by coś posmarować. A może trafilibyśmy na jakiegoś służbistę, który by kazała wracać do Polski. Nie wiem. W każdym razie woleliśmy nie ryzykować i za wszelką cenę do Mołdawii tego dnia wjechać. Do granicy mieliśmy około 140 km. Sporo, zwłaszcza że mieliśmy zamiar co nieco pozwiedzać po drodze, ale przecież jak najbardziej do zrobienia.

Ruszyliśmy wcześnie, bo już o 8.30 byliśmy na szlaku. Jechało się ciężko, bo wiatr był naprawdę silny – i tak mieliśmy szczęście że wiał z boku, a nie w twarz... ale nic to, grunt że nie pada :) Co chwila zerkaliśmy w niebo, nie mogąc się nacieszyć jego błękitem.

Gdy zatrzymaliśmy się na obiad, Wojtek stwierdził, że on koniecznie musi wziąć prysznic. W pobliżu była studnia, więc było skąd wziąć 20 litrów wody do słonecznego prysznica, problemem było tylko, gdzie go zawiesić... o ustronne miejsce było trudno, bo nasz postój wypadł nam jak zwykle po prostu na poboczu drogi. A po drodze, jak to po drodze, ludzie chodzą, samochody jeżdżą... Uparliśmy się jednak na tą kąpiel i nic nie mogło nas od tego odwieźć. Zawiesiliśmy prysznic na gałęzi przydrożnego drzewa i dawaj się myć :) Całe szczęście drzewo obrastały dosyć gęste krzaki, więc chyba nikt nie zauważył naszych oblucji ;)

Wkrótce ruszyliśmy dalej. Było dosyć nudno, bo musieliśmy wjechać na główną drogą, która prowadziła prosto jak po sznurku i absolutnie nic ciekawego w jej otoczeniu nie było. Ale przynajmniej szybko się ją jechało, a akurat tego dnia było to wyjątkowo istotne.

Dojechaliśmy do Kamieńca Podolskiego. Średniej wielkości miasto (93 000), ładne i ciekawe. A najciekawszy jest w nim oczywiście zamek, tak rozsławiony przez Sienkiewicza w „Panu Wołodyjowskim”. Trafiliśmy do niego bez najmniejszych problemów.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje

WęgryChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju