Rowerem przez Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Węgry i Słowację - Dzień 7
Jabba Wyświetlono: 947 razy 2005-12-15 00:02:03![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.19 (140 głosów) |
Ukraina, Mołdawia, Rumunia, Węgry, Słowacja (4 VIII - 23 VIII 2005, 2068 km)
http://www.jgdula.friko.pl/
10 sierpnia, środa. Dzień 7.
Obudziłem się po 6 ze świadomością, że ktoś łazi wokół namiotu. Faktycznie, przesuwające się po ścianie namiotu cienie nie pozostawiały co do tego najmniejszych wątpliwości. Tylko jakieś takie nieforemne te cienie... i sapią... sapią? mało tego, one muczą :) Rozpiąłem namiot i ostrożnie wyjrzałem na zewnątrz. Znajdowałem się w środku całkiem pokaźnego stada krów. Zwierzęta były pozytywnie do nas nastawione i bardzo ciekawskie, jedna z nich prawie mi wlazła do środka namiotu. W przeciwieństwie do nich, pasterze którzy je przeganiali, udawali że nas nie ma i że na środku drogi którą zwykle prowadzą krowy, w ogóle nie ma żadnych namiotów ;)
Dopiero teraz, za dnia, zobaczyliśmy jak nędzną mieliśmy miejscówkę. Nie dosyć, że zajęliśmy całą gruntówkę i biedne Mućki aby na obejść musiały wspinać się na całkiem strome zbocze wzgórza, to asfaltówka która biegła obok okazała się być całkiem ruchliwa i co chwila w to i we wte łaziły po niej całe gromadki ludzi. Mieliśmy przy tym okazję posłuchać jak rozmawiają z sobą i już wiedzieliśmy, że ciężko się będzie z nimi porozumieć – nie rozumieliśmy ani słowa.
Zebraliśmy się w tempie ekspresowym i już pół godziny po pobudce byliśmy w drodze. Daleko nie ujechaliśmy, bo zaledwie trzy kilometry dalej zatrzymaliśmy się na śniadanie. Miejsce które wybraliśmy wydawało nam się dosyć odludne, ale tylko tak nam się wydawało – dosłownie kilka minut później byli już otoczeni gromadką dzieciaków. Dzieciaki nie były kłopotliwe, nie narzucały nam się, tylko z odległości kilku metrów przypatrywały się nam, komentując coś między sobą. Ogromne wrażenie na nich robił Wojtka kask – przypatrywali mu się ciągle uważnie.
Wkrótce ruszyliśmy dalej. Pierwsze wrażenia z Mołdawii: drogi gorsze niż na Ukrainie, ale ruch samochodowy znikomy, więc wszelkie dziury można było omijać korzystając z całej szerokości jezdni. Praktycznie brak oznaczeń drogowych – ani drogowskazów, ani nazw miejscowości. Na trasie którą zrobiliśmy wiosek było stosunkowo niewiele, ogólnie teren sprawiał wrażenie słabo zaludnionego, co zresztą w ogóle nam nie przeszkadzało. Ruch drogowy należał do furmanek na drewnianych kołach, jedynie owiniętych gumą grubości dętki (albo i nie) oraz rowerzystów na rowerach typu Ukraina.
Jechało nam się wyjątkowo kiepsko, powoli i z mozołem. W sumie nie wiem dlaczego – może za dużo kilometrów poprzedniego dnia? Może zbyt mało, zbyt niespokojnego snu? Nie wiem, w każdym razie było ciężko. Robiliśmy sobie co godzinę długie przerwy i sporo wysiłku woli kosztowało nas dalsze podjęcie jazdy. Co chwila szukaliśmy się wzrokiem nawzajem i czekaliśmy czy któryś z nas nie powie. – Może tu postój? Tak ładnie tutaj.
| Oceń relację |
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















