Rowerem przez Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Węgry i Słowację - Dzień 8
Jabba Wyświetlono: 631 razy 2005-12-14 23:57:58![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.06 (52 głosów) |
Ukraina, Mołdawia, Rumunia, Węgry, Słowacja (4 VIII - 23 VIII 2005, 2068 km)
http://www.jgdula.friko.pl/
11 sierpnia, czwartek. Dzień 8.
To już drugi poranek na Mołdawii i znowu w towarzystwie krów. Tym razem nie chciały nas stratować, bo miejsca miały dosyć, ale kręciły się w pobliżu – okazało się, że łączka na której się rozbiliśmy, jest ich pastwiskiem. Krowy chodziły sobie luzem, nie były przywiązane na łańcuchu, tak jak to się robi w Polsce. Żeby zaś nie uciekły, pilnowała ich trójka pastuszków, dzieci w wieku około 15 lat – fajne wakacje, leżeć cały dzień w trawie i gapić się na przeżuwające parzystokopytne ;)
Rano spędziłem z pół godziny próbując wyregulować przednią przerzutkę, bo przestała zrzucać na najmniejszą tarczę. Ponieważ mieliśmy niedługo wjechać w góry, sprawa była dosyć istotna. Trochę się nad tym namęczyłem, bo kiedy przerzutka już zrzucała na najmniejszą tarczę, to przestawała na największą. No, ale w końcu jakoś się udało :)
W trasie byliśmy około 9. Jechało nam się bez porównania lepiej niż poprzedniego dnia, można wręcz powiedzieć – z pieśnią na ustach :)
Sielanka nie trwała długo, bo nagle... skończył się asfalt. Początkowo się tym nie przejmowaliśmy, licząc na to, że szybko pojawi się z powrotem, ale mijał kilometr za kilometrem, a on się nie pojawiał. Na pewno jechaliśmy dobrze, bo gdy dopytaliśmy się jakiegoś tubylca o nazwę mijanej miejscowości (tabliczek oczywiście nie było), to zgadzała się ona z mapą. No nic, więc jedziemy dalej. Średnia prędkość spadła nam to kilkunastu kilometrów na godzinę i zaczynaliśmy powoli tęsknić za dziurawym asfaltem. Są różne gruntówki, niektórymi z nich można jechać naprawdę szybko, nie wolniej niż asfaltem. Ta do nich nie należała – wyglądała jak jakaś droga czołgowa, pełna dziur i wykrotów. Miejscami, mimo słonecznej, wręcz upalnej pogody, była pełna błota i przepastnych kałuż, lub, dla odmiany zapewne, sucha jak pieprz i pylista tak bardzo, że przejeżdżające od czasu do czasu ciężarówki zostawiały za sobą wiszącą dłuższy czas w powietrzu chmurę gryzącego oczy kurzu. Ciągłe nierówności powodowały odkręcanie się śrubek i początek choroby „trzęsawicy dłoni”.
A propos ciężarówek, to stanowiły one dobrą połowę wszystkich pojazdów silnikowych jakie spotkaliśmy w Mołdawii – to dosyć charakterystyczna cecha ubogich krajów. Większość z nich to był stare, radzieckie Gazy. Wielkie, hałaśliwe i powolne. To ostatnie zwłaszcza było widać na podjazdach, które my, objuczeni sakwami rowerzyści, pokonywaliśmy szybciej niż te jazgoczące potwory.
W końcu udało nam się pokonać tą gruntówkę, ale dopiero po przejechaniu nią 30 km.
| Oceń relację |
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















