Rowerem przez Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Węgry i Słowację - Dzień 10
Jabba Wyświetlono: 496 razy 2005-12-14 23:49:59![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.22 (59 głosów) |
Ukraina, Mołdawia, Rumunia, Węgry, Słowacja (4 VIII - 23 VIII 2005, 2068 km)
http://www.jgdula.friko.pl/
13 sierpnia, sobota. Dzień 10.
Na tej wyprawie mieliśmy jakieś wyjątkowe szczęście do krów – kolejny poranek znowu przywitaliśmy w ich towarzystwie. Tym razem nie popasały sobie obok nas, a jedynie przeszły do dalej położonego pastwiska. Zarówno one, jak i prowadzący je pasterz, nie były nami zbytnio zainteresowane.
Wykorzystaliśmy fakt, że biwakujemy w pobliżu rzeczki i zrobiliśmy gruntowne pranie. Błogosławiłem fakt, że jadę w sandałach – mogłem bez problemów wejść w nich do wody (i tak za chwilę wyschną) nie kalecząc sobie stóp o ostre kamienie leżące na dnie. Wojtek nie miał tego szczęścia i musiał kombinować z brzegu. Po upraniu ubrań sami też skorzystaliśmy z wody co by się odświeżyć co nieco. . Lekkie słoneczko pomogło w suszeniu, a ubranka rozwiesiliśmy sobie na sakwach. Powiewając slipkami ruszyliśmy…
W końcu udało nam się wyruszyć. Wiedzieliśmy, iż będzie pierwszy dzień zmagań w górach Zaraz na dzień dobry czekał nas spory podjazd wijący się serpentynami po zboczach wzgórz. Nie było jeszcze upału, byliśmy wypoczęci i w dobrych nastrojach, także była to wręcz przyjemność. A na dodatek na koniec czekał nas jeszcze bonus w postaci bardzo szybkiego zjazdu. I bardzo widowiskowego – widoki były po prostu przepiękne. Prędkości dochodziły do 60 km/h i gdyby nie fakt, iż kręta droga i dziurawa można by było wyciągnąć o wiele, wiele więcej.
A wkrótce później stały się jeszcze piękniejsze – dojechaliśmy do jeziora Bicaz. Jezioro mimo że sztuczne, zaporowe, było przeurocze. Wiło się ono na przestrzeni dobrych 30 km w dolinie otoczonej sporymi pagórkami. Pagórkami, po których niestety musieliśmy jechać, bo tak prowadziła droga. Owszem, widoki były niesamowite, ale pokonywanie niekończącego się ciągu podjazdów, na dodatek w skwarze lejącym się z nieba, było dosyć męczące.
Mimo to duch bojowy nie słabł. Zwłaszcza w Wojtku, który w pewnym momencie zaczął gonić jakąś ciężarówkę i za punkt honoru postawił sobie wyprzedzenie jej. Na pace ciężarówki jechało kilka osób i gorąco go dopingowało. W końcu mu się udało i na jednym z bardziej stromych odcinków zjazdu, wyprzedził pojazd. Ja postanowiłem nie być gorszy i ruszyłem za nim. Jakoś się udało, choć moje najcięższe przełożenie (42x11) wystarczyło ledwo, ledwo.
| Oceń relację |
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















