Rowerem przez Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Węgry i Słowację - Dzień 16
Jabba Wyświetlono: 375 razy 2005-12-14 23:26:58![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.86 (57 głosów) |
Ukraina, Mołdawia, Rumunia, Węgry, Słowacja (4 VIII - 23 VIII 2005, 2068 km)
http://www.jgdula.friko.pl/
19 sierpnia, piątek. Dzień 16.
Rano, zaraz po 4, rozpętała się burza. Mój dziurawy namiot oczywiście zaraz zaczął puszczać wodę i rychło miałem w środku kilka litrów wody. Całe szczęście rozbity byłem na pochyłości i cała woda spływała do niżej położonej części namiotu, a ja rozlokowałem się w części wyższej, suchej. Ponieważ o położeniu się i spaniu nie było mowy, przez dwie godziny siedziałem opatulony śpiworem i czytałem książkę. Czas mi zleciał szybko i nie narzekałem za bardzo na sytuację. Gdy dwie godziny później przestało padać, wybrałem wodę z namiotu ręcznikiem. Wyszło nawet wkrótce słońce, także całkiem ładnie wszystko mi podsuszyło.
Tego dnia znowu nic ciekawego się nie działo. Początkowo jechało mi się bardzo opornie, zapewne z powodu niewyspania, ale rychło się rozruszałem i było ok. Pogoda całe szczęście nie sprawiała już więcej psikusów, nie padało, słońce świeciło, ale nie było też upału, także warunki optymalne.
Jedno miłe wydarzenie: chciałem sobie kupić dwa pomidory na kolację, więc kiedy zobaczyłem przydrożnych handlarzy tymi warzywami, zatrzymałem się. Wybrałem sobie dwa pomidorki, daję je do warzenia, a tymczasem jeden z handlarz pyta się skąd jesteśmy. Nie zdążyłem nawet ust otworzyć, bo uprzedził mnie drugi z handlujących: „Polonia” rzucił. Skąd wiedział? Pewnie poznał po języku w jakim rozmawiałem z Wojtkiem. W każdym razie, gdy pierwszy z nich dowiedział się skąd jestem, nie chciał przyjąć zapłaty - „Suvenir” powiedział. Fakt, nie był to prezent dużej wartości, ale mimo wszystko, to było miłe :)
Obóz na noc rozbiliśmy 2 kilometry od ostatniego większego miasta rumuńskiego, Satu Mare. Na dobrą sprawę były to już przedmieścia tego miasta, ale całe szczęście nie mieliśmy większego problemu ze znalezieniem miejsca na nocleg – wystarczyło wjechać w jakąś boczną ścieżkę, aby po kilkuset metrach znaleźć się wśród pól i łąk. My rozbiliśmy się w małym (kilkanaście drzew) sadzie, otoczonym polami kukurydzy. Bonusem tego miejsca były przepyszne jabłka. Zaznaczę jednak, że jedliśmy tylko jabłka leżące na ziemi, z drzew nie zrywaliśmy, także szkód nie powodowaliśmy. Pewnym minusem za to było to, że w niedalekiej okolicy całą noc dudniła jakaś dyskoteka, ale dało się przeżyć.
| Oceń relację |
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















