Znów piękny dzień, z tym, że wiatr zdecydowanie się wzmógł i rozwiał nasze obawy, co do 'wyrobienia się' z Bornholmem. Na jachcie znów sielska atmosfera... Ola, kończąca hungarystykę dyskutuje z Martinem, którego "babuszka" jest z "Madziarska" na temat prawidłowej węgierskiej wymowy słowa 'ogórek', wreszcie Martin dzwoni na Słowacje, do babci i dowiaduje się, że obie wersje wymowy są uznawane za prawidłowe. Kapitan jeździ po pokładzie na swoim rowerze, zupełnie jak w dowcipie o największych statkach... Obserwujemy ciekawe zjawisko - halo wokół słońca... Zastanawiamy się czy to dobry, czy zły omen...okazał się dobry, bo wiało prawie 7B następnego dnia...
Operacja Jurand 2004 - etap II

Adamsulewski2005-12-09 19:37:15
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
Piątek 14.05.2004
Znów piękny dzień, z tym, że wiatr zdecydowanie się wzmógł i rozwiał nasze obawy, co do 'wyrobienia się' z Bornholmem. Na jachcie znów sielska atmosfera... Ola, kończąca hungarystykę dyskutuje z Martinem, którego "babuszka" jest z "Madziarska" na temat prawidłowej węgierskiej wymowy słowa 'ogórek', wreszcie Martin dzwoni na Słowacje, do babci i dowiaduje się, że obie wersje wymowy są uznawane za prawidłowe. Kapitan jeździ po pokładzie na swoim rowerze, zupełnie jak w dowcipie o największych statkach... Obserwujemy ciekawe zjawisko - halo wokół słońca... Zastanawiamy się czy to dobry, czy zły omen...okazał się dobry, bo wiało prawie 7B następnego dnia... Mniej więcej w porze obiadowej docieramy w pobliże portu Ronne - 'stolicy' Bornholmu... Próbujemy skontaktować się przez radio z harbour masterem, jednak mimo wezwań na różnych kanałach - brak odpowiedzi... Jako, że marina jachtowa jest zbyt płytka dla Juranda postanawiamy wejść do głównego portu (pomimo, że na główkach widnieje wyraźny znak 'Zakaz wjazdu dla jachtów żaglowych' :), postanawiamy zaryzykować). Robimy miejsce wchodzącemu właśnie promowi pasażerskiemu, a w małym basenie, przed wejściem do właściwego portu przepuszczamy wychodzący norweski trawler... Przyjaźnie machamy do marynarzy, z których jeden okazuje się być naszym rodakiem: "Nie siedzieć, sznurki ciągać!" - z uśmiechem wydziera się na całe gardło... Krzychu odpowiada mu skandowanym wezwaniem "Chodźcie do nas!" i ogólnie jest fajnie :) W porcie dostrzegamy wolne nabrzeże przy jakiejś przetwórni (wszędzie pełno mączki i sprasowanych patyczków o charakterystycznym zapachu - porównywalnym z żarciem dla chomików, a może to dla nas Duńczycy wysypali na obiad :) Ustawiamy się między dwoma statkami ładującymi ów specyfik... Chwilę później podjeżdża terenowym samochodem gość z obsługi
...
Zobacz zdjęcia:
Polska
,
Dania
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























