Znów piękny dzień, z tym, że wiatr zdecydowanie się wzmógł i rozwiał nasze obawy, co do 'wyrobienia się' z Bornholmem. Na jachcie znów sielska atmosfera... Ola, kończąca hungarystykę dyskutuje z Martinem, którego "babuszka" jest z "Madziarska" na temat prawidłowej węgierskiej wymowy słowa 'ogórek', wreszcie Martin dzwoni na Słowacje, do babci i dowiaduje się, że obie wersje wymowy są uznawane za prawidłowe. Kapitan jeździ po pokładzie na swoim rowerze, zupełnie jak w dowcipie o największych statkach... Obserwujemy ciekawe zjawisko - halo wokół słońca... Zastanawiamy się czy to dobry, czy zły omen...okazał się dobry, bo wiało prawie 7B następnego dnia...
Operacja Jurand 2004 - etap II

Adamsulewski2005-12-09 19:37:15
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
radę, jedynie dotykając obruszanego bezpiecznika na przetwornicy...można było zamykać i muzyka grała dalej... Rozpoczyna się długa, mokra i zimna noc...
Sobota 15.05.2004
Nocą silny wiatr - sześć w porywach do siedmiu, fala ok. 1,5 metra. Mocno kołysze, stukają szklanki w kambuzie, parę razy jacht uderzony falą od dziobu nagle staje w miejscu jakby wszedł na mieliznę... Ciekawe co wpłynęło na taką pogodę - kwiatek z Bornholmu czy Perinbaba ze Słowacji? Jak okiem sięgnąć nie widać żadnych statków, widoczność słaba. Sonda wariuje, kompas ma duże odchylenie, co chwila trzeba korygować kurs na podstawie GPSu. Większość załogi składa pokłon Neptunowi, co pewien czas fala przelewa się przez pokład, nie pozostawiając na wszystkich, którzy znajdują się na jej drodze suchej nitki. Nie ma mowy o przebywaniu na zewnątrz bez pasów bezpieczeństwa. Fale są tak uciążliwe, ponieważ przechodzimy nad wzniesieniami dna - Ławicą Orlą i Odrzaną, które powodują chaotyczne załamywanie się mas wody... Omijamy pojedyncze sieci rybackie... Wstaje dzień, jednak niebo jakby zlewało się z powierzchnią morza - nie widać słońca, nisko zawieszone chmury, z których siąpi deszcz mieszając się z wodą porywaną przez podmuchy wiatru z grzbietów fal. Wreszcie ok. 14-tej dochodzimy do Świnoujścia... Celnik widząc porozrzucane wszędzie ubrania i sztormiaki nawet nie schodzi pod pokład. Cumujemy w spokojnym miejscu, przy porośniętym roślinnością nabrzeżu... Uff... Teraz szybko pod prysznic i porządkowanie jachtu... Późnym popołudniem wybieramy się 'na rybkę'. Część załogi zmierza na promenadę, część odwiedza sympatyczną knajpkę o wdzięcznej nazwie 'Kurna Chata'. Smażone ryby smakują wyśmienicie... Wracamy na jacht i po lekkim obiedzie wybieramy się wspólnie na 'imprezku'. Zostawiamy na łódce grające radio i zapalone światło, co by nikt się nie odważył
...
Zobacz zdjęcia:
Polska
,
Dania
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:




















































