Znów piękny dzień, z tym, że wiatr zdecydowanie się wzmógł i rozwiał nasze obawy, co do 'wyrobienia się' z Bornholmem. Na jachcie znów sielska atmosfera... Ola, kończąca hungarystykę dyskutuje z Martinem, którego "babuszka" jest z "Madziarska" na temat prawidłowej węgierskiej wymowy słowa 'ogórek', wreszcie Martin dzwoni na Słowacje, do babci i dowiaduje się, że obie wersje wymowy są uznawane za prawidłowe. Kapitan jeździ po pokładzie na swoim rowerze, zupełnie jak w dowcipie o największych statkach... Obserwujemy ciekawe zjawisko - halo wokół słońca... Zastanawiamy się czy to dobry, czy zły omen...okazał się dobry, bo wiało prawie 7B następnego dnia...
Operacja Jurand 2004 - etap II

Adamsulewski2005-12-09 19:37:15
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
natomiast wciela się w ducha - strażnika zamku... Już prawie w całkowitych ciemnościach, po chwilach zadumy na murach i wpatrywaniu się w bezkresne morze ruszamy w powrotną drogę... Idziemy kierując się beczeniem owiec i odgłosami wzburzonego morza... Docieramy do portu po drodze strzelając sobie fotki z motorówką wielkości kajaka, będącą zdaje się efektem radosnej twórczości jakiegoś tubylca i sprawiającą wrażenie połączenia trumny i żywej torpedy :). Wracając Ania zabiera na pokład kwiatek, choć podobno, według przesądów żeglarskich kwiaty na jachcie sprowadzają nieszczęście... Ano zobaczymy : )
Przed wyjściem w morze zmieniamy dużego grota na sztormowego, ponieważ wiatr jest naprawdę silny (niektóre fale przelewają się przez falochron). Psuje się jedna z lamp podsalingowych na grotmaszcie... Wyciągamy na wierzch zapas wody mineralnej (ochrona przed chorobą morską) i odbijamy od kei... Wysoka fala utrudnia wyjście z niewielkiego portu, jednak tuż przed główkami dajemy do przodu ile fabryka dała( no może bez przesady, ale więcej niż marszowe 1200obrotów) ostatecznie udaje się to bez większych problemów... Bosman przy pomocy latarki oświetla główki portu. Wychodzimy na silniku dziobem prując fale przyboju... Nabieramy wysokości kierując się lewym halsem początkowo na północny-zachód, by po jakiejś półgodzinie zrobić zwrot położyć jacht w bajdewindzie na kursie do Świnoujścia... Chyba zabranie kwiatka przez Anie okazuje się rzeczywiście fatum, bo nagle siada całe napięcie 12V, przestaje działać GPS, a co gorsza nie gra muzyka... Bosman i Król Artur biorą się ostro do roboty, cała nawigacyjna pokrywa się kablami i przełącznikami, deska rozdzielcza zostaje " wybebeszona" a Jarek dzielnie walczy z przechyłem i bujaniem na falach mierząc napięcie przenośnym woltomierzem...wszędzie tylko 24, albo koło 4V...na szczęście nasz kapitan dał w końcu napięciu radę,
...
Zobacz zdjęcia:
Polska
,
Dania
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:





















































