Błażej Początek, załogant
Zapiski z rejsu dedykuję wszystkim uczestnikom majowej przygody na Jurandzie, którzy dzięki pogodzie ducha, wzajemnej życzliwości i poczuciu humoru sprawili, że spędzony wspólnie czas pozostawił w naszej pamięci niezatarty ślad beztrosko i radośnie spędzonych dni, naładował pozytywną (wcale nie czarną :) mocą i pomógł na nowo odkryć piękno otaczającego świata - zarówno w postaci malowniczych zakątków skandynawskiej części Bałtyku, jak i emocji ludzi tworzących na małym skrawku ojczyzny przemierzającym obce wody coś na kształt nieformalnej rodziny...
Operacja Jurand 2004 - etap I

Adamsulewski2005-12-09 19:33:35
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Niedziela 9.05.2004
Ok. 19.00 Docieramy do Trzebieży (Basia, Michał, Krzychu i ja (Błażej dla niewtajemniczonych :) Na jachcie jest już bosman - Jarek oraz Justyna i przywieziona przez nią cała góra rejsowego prowiantu zakupionego dzień wcześniej w poznańskim Selgrosie (za niebagatelną sumkę ponad 2 tys. PLN :) Zaczyna się mozolne znoszenie wszystkiego na dół, segregowanie i upychanie w schowkach (lwią część tej pracy wykonują, co tu dużo ściemniać dziewczyny :) W okolicach 21.00 przyjeżdża kolejna część załogi (Ania, Ola i Robert) wraz z kapitanem, potem krótka kolacja i "wieczorek zapoznawczy", z uczestnictwem Rafała, brata Roberta, którego staramy się namówić na spontaniczne przyłączenie się do naszej wyprawy :)
Poniedziałek 10.05.2004
Idziemy do wsi po chleb - 20 bochenków różnych (krojonych i zwykłych) Przyjeżdża Daga, Artur i Martin. "Kapitan" przeprowadza mały apel, gdzie dokonuje rozdzielenia wacht i udziela instrukcji odnośnie zachowania się na jachcie... : ) Jeszcze tylko napełnienie zbiornika ze słodką wodą, pożegnanie z Rafałem (jest nieugięty :) i wyjście na Zalew Szczeciński (cały czas na silniku, z uwagi na słabiutki i do tego przeciwny wiatr). Pogoda piękna - niebieskie niebo, słońce, ciepło... Następnie Kanał Piastowski i Świnoujście. Tu wspólny wypad na lody i pani ekspedientka niezadowolona, że przerywa się jej pogawędką z dwoma miejscowymi dresiarzami. Jeszcze tylko szybka odprawa celna i wychodzimy w morze. Obieramy kurs 330 - na Kopenhagę. Pierwszy obiad - ziemniaki z mięsem (przygotowanym przez Basie oraz babcię Michała). Prawie wcale nie wieje, więc cały czas silnik. Rozmawiamy z Martinem -chyba pierwszym Słowakiem na polskim jachcie... o polskich i czechosłowackich bajkach i ich odmiennych nazwach w naszych językach. Martin opowiada o Perinbabie, która jest bajkową postacią sprawującą pieczę nad pogodą (np. kiedy trzepie pierzynę
...
Zobacz zdjęcia:
Polska
,
Dania
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























