Drugiego dnia pobytu w południe pożegnaliśmy z Adamem poprzednią załogę. Nowa ekipa była już na miejscu w większości od paru dni, więc szybko się zaokrętowali. Wieczorem, wraz z odpływem przy bezwietrznej i mglistej pogodzie opuściliśmy piękną stolicę Portugalii, by płynąć do celu wyprawy -Casablanki.
Zanim osiągnęliśmy cel trzy doby przyszło spędzić nam na oceanie. Zaskakujący był brak jakiejkolwiek zwierzyny morskiej, co doskwierało szczególnie na nocnych wachtach.
Widać Neptun nie był tak łaskawy dla załogi jak na pierwszym etapie. (patrz spotkanie z wielorybem). A może to przez to że nie cała załoga nie chciała się napić symbolicznej gorzały z Neptunem...
Kuba Gajewski
Rejs: Casablanca 2003 - etap II

Adamsulewski2005-12-09 19:22:10
Wyświetlono razy (ostatnio: )
a w części żeńskiej, która z reszta uiszczała taką samą opłatę, tylko wiaderka z woda...
uliczni rozlewacze soków ...no i w końcu zainteresowali się nami celnicy czy policja portowa, nie ważne w każdym razie jacyś mundurowi. Trochę ich zdziwiło i nie wiedzieli co począć, gdy Adam z uśmiechem wręczył im 10 paszportów, mówiąc że na jachcie jest 10 ludzi, z tym że teraz tylko 5, bo reszta poszła do miasta wziąć prysznic, ale oczywiście zaraz tu będą...no i że właściwie to jest wszystko w porządku...
Nie minęło 15 minut a już wymachując ręcznikami ponad głową "nielegali intruderzy Księstwa Maroko" zaczęli się schodzić. Celnicy chyba po chwili wyczuli zupełnie niegroźny klimat i powód naszej wizyty w Maroko. Zaczęli więc spokojnie spisywać nasze dane z imionami rodziców i zawodem łącznie...
Po jeszcze paru minutach atmosfera już zupełnie przybrała kolorowych barw... Niestety główny zarządzający ową ruiną mariny, naburmuszony Arabus, odbierający tylko co chwile swoja komórkę, jako jedyny z całego towarzystwa był absolutnie przeciwny abyśmy pozostali na owej bojce. Mówił, że mamy stąd jak najszybciej spadać bo to teren wojskowy, że kto nam tu w ogóle pozwolił to wpłynąć ( nikt nie pozwolił ale też nikt przecież nie zabronił...), tłumaczył też coś, że nie możemy tu zostać bo ubezpieczenie tam coś... Ostatecznie spławiono nas i pokazano mniej więcej w którą części portu handlowego mamy się udać...
... zacumowaliśmy przy burcie pływającego dźwigu portowego. Nawiązaliśmy też kontakt ze stojącym kapitan osobiście zajmuje się nawigacją po marokańskich wodach. nieopodal polskim statkiem handlowym "RODŁO", a właściwie "RODLO" oczywiście pod kolorowym ręcznikiem zamiast bandery, na którym jeszcze brudna część załogi wzięła kąpiel i została poczęstowana obiadem. W tym samym czasie pozostająca na jachcie reszta zapoznała się bliżej
...
Zobacz zdjęcia:
Portugalia
,
Hiszpania
Portugalia - wybierz obszar, który cię interesuje:













































