• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Petersburg - z

adamsulewski Wyświetlono: 744 razy 2005-12-09 19:08:38
  Ocena:2.88 (42 głosów)


A wszystko zaczęło się na PKP...

Dziwne, bo wszyscy na to PKP narzekają i narzekają a tu jak się okazuje taki niepozorny wagon może posłużyć wielu rzeczom...

Spotkanie drugiej załogi, mającej płynąć z Sankt Petersburga do Polski miała miejsce, gdy pierwsza była gdzieś w połowie drogi. A wszystko przez to, że postawiliśmy sobie ambitny cel - zwiedzanie!

Całość oficjalnie zaczęła się o 2 w nocy z 17 na 18 lipca. Wraz z Markiem i Maciejem przyjechaliśmy na Dworzec Główny, gdzie w umówionym miejscu czekaliśmy na resztę. Jako pierwsza dobiła do nas wiecznie uśmiechnięta Maja, która jako koordynator przejazdu od razu zaczęła wydawać instrukcje. Dobrze, że po chwili pojawił się Kuba, bo prawdę mówiąc, żaden z nas nie wydawał się być zainteresowany jakąś tam teoria. Generalnie kombinowaliśmy jakby tu strzelić kolejnego browarka...

I tak staliśmy, usychając jak starzy karawaniarze, aż tu na horyzoncie pojawiła się ostatnia osoba mająca jechać z Poznania - Włodek.

Na pierwszy rzut oka, uwagę zwróciła jego olbrzymia walizka, którą ciągnął za sobą, oraz dziwny przedmiot, który po chwili okazał się być... kanką. OK, pomyślałem. Dlaczego nie? Czeka nas długa podróż.

Może Włodek akurat lubi pić dużo herbaty / kawy. Byłem trochę zaskoczony, ze względu na fakt, że takie przedmioty zazwyczaj są mało praktyczne na ograniczonej powierzchni jachtu.

Jakże się wtedy myliłem... bowiem zaraz po ruszeniu pociągu okazało się, że termos jest...zaczarowany...<br />Nie do końca jestem pewien czy powinienem pisać, co tak naprawdę było środku. W każdym razie z herbaty miało tylko kolor.

Niesamowite jest to jak, ludzkie życie podobne jest do jazdy pociągu. W naszym przypadku wszystko poszło, że tak powiem, "pośpiesznie", bo na dobrą sprawę zintegrowaliśmy się zanim jeszcze wyjechaliśmy z miasta. Potem, każde z nas po kolei prezentowało swój wkład rzeczowy, a nasze plastikowe kubeczki stukały prawie z taką samą częstotliwością, jak koła pociągu. A wszystko pośród wirującej kanki Włodka. Sama impreza skończyła się około 4 nad ranem, wraz z zatrzymaniem się pociągu na stacji Kutno.

Nic w tym dziwnego, bo o 6 30 dosiadały do nas dwie dziewczyny z Wawy ( Kamila i Marta ), a nam jako prawdziwym dżentelmenom :) nie przystało wyglądać niechlujnie. Nawet protesty Maji, która nigdy nie ma dosyć, tym razem nic nie zdziałały. Po powitaniu dziewczyn okazało się, że to chyba jeszcze nie pora na wstawanie, wiec każde z nas wróciło do łóżka. Na dobre rozbudziliśmy się dopiero w Brześciu, gdzie przyszła pora na sprawdzanie paszportów i wypełnianie deklaracji. Co do paszportów to byłem naprawdę mile zaskoczony, bo wbrew moim oczekiwaniom, nikt nie robił żadnych problemów. Prawdziwym wyzwaniem były natomiast papierki z rosyjską czcionką, których wypełnianie stanowiło nie lada atrakcję. Sam nie pamiętam czy zadeklarowałem wwóz kilkuset telefonów komórkowych i jednego dolara, czy też odwrotnie...

Chwilę później czekała nas jedna z ostatnich atrakcji przejazdu - przestawianie całego składu na szerokie rosyjskie tory. Sama operacja trwała chwilkę i oprócz tego, że wszystkie wagony zostały podniesione za jednym razem, nic wielkiego się nie działo. Następne kilkanaście godzin było dla mnie czymś w rodzaju letargu... Niewinnie przysypiając dojechałem w końcu do Sankt Petersburga, nieświadom tego, co tak naprawdę kryje to miasto...

aut. Gilbert S.- IV oficer

Jak załatwiliśmy hotel

Hotel załatwiła Maja, telefon dostała od znajomego. Dwuosobowe pokoje ze śniadaniem za 21 USD na osobę. Taniej nic nie udało się znaleźć, zresztą jak na ceny noclegu w Petersburgu to i tak wyjątkowo tanio. Hotel był oddalony od np. ms Aurory o niecała godzinę drogi. Dojazd z jednej ze stacji metra przy samym Nevskim prywatnym busikiem lub zwykłym autobusem. adres:

hotel "Karelia"
ul.Marshala Tuchatschewskogo 27/2
tel./fax. +78 123 264 711

Pobyt w Petersburgu

Wszyscy dość szybko się z tego letargu obudziliśmy, a raczej rozbudziła nas zastana na dworcu Witebsk Station rzeczywistość. Zamiast warszawskocentralnych granitów na ziemi lażały zwały gruzu i piach, cały dworzec był w renowacji, która przypominała jednak bardziej rozbiórkę Maja + Kuba czy postępujący proces dewastacji niż działania mające na celu przywrócenie mu dawnej świetności. Po paru dniach w Petersburgu mogę mieć jednak nieomal pewność, że ten niesamowity budynek - architektura szkła i żelaza - będzie na 300lecie miasta w 2003 roku jak nowy. Obecnie remontuje się tam bowiem wszystko - czasami nakładając z aż przesadną pieczołowitością kolejne warstwy połyskującego złota.
Na zewnątrz świat nie wyglądał wcale mniej chaotycznie: masa ludzi, stragany, przepychające się taksówki no i my - bez rubli, po nieudanej próbie pobrania ich z wyrwanego ze ściany bankomatu i czekający w 6 osób, z pełnym bagażem, w upale i kurzu na Marka i Włodka, którzy udali się na baaaaaaaardzo długie poszukiwania banku. Gdy już byliśmy pewni, że ich napadnięto, wrócili z miejscową walutą i opracowaną drogą do metra...
Schody do metra w Petersburgu Petersburskie metro to osobna bajka: złocenia, marmury, kolumny, żyrandole i wszystko to co kojarzymy raczej z operą, a jednocześnie to właśnie przy takiej złoconej kasie przeżyliśmy pierwszy cenowy szok: żeton na metro kosztował 6rubli= +-65gr...

Nasz hotel leżał dość daleko od centrum. Z planu miasta wynikało też, że nie dojeżdża tam żadna linia metra, a planu linii tramwajowych i autobusowych nie mieliśmy. Ponieważ jednak jadąc na rejs z Adamem musieliśmy spełniać podstawowy warunek - być twardymi, nie mientkimi no i jako studenci nie mieliśmy kieszeni wypchanych dolarami, zaryzykowaliśmy dojazd środkami komunikacji miejskiej...
Kompletnie obładowani bagażami wsiedliśmy do metra i bojąc się, że nie zdążymy dostatecznie szybko przeczytać nazw, zaczęliśmy odliczanie kolejnych stacji. Wysiąść udało się planowo na "Ploshad Lanina" i na tym kończył się nasz plan, a zaczynał spontan. Uznaliśmy, że Rosjanie - sympatyczny naród- zapytani o sposób dotarcia do wskazanego im na mapie hotelu, skierują nas na odpowiedni przystanek i tyle. No cóż, myliliśmy się: nie było to wcale takie łatwe...
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje

RosjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju