Laos
Arek Wyświetlono: 887 razy 2003-12-03 20:53:30![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.90 (31 głosów) |
Swieci slonce, na chodnikach leza zeschle liscie. Kurz, co jakis czas powoli przejezdza samochod, gdzieniegdzie na parapecie spi kot....
...Ludzie nie spiesza sie, przechodza powoli, chowajac sie w cieniu drzew. Tak mozna opisac koniec lata w niewielkim, sennym, troche zapomnianym miasteczku.
Ale jest koniec stycznia, a miasto jest stolica kraju. To Vientiane, stolica Laosu.
Laos to niewielkie, pozbawione dostepu do morza panstewko w Azji poludniowo-wschodniej. To jedno z najbiedniejszych panstw swiata, prawie pozbawione przemyslu, ktorego piec milionow mieszkancow utrzymuje sie glownie z rolnictwa i turystyki. Nie ma tutaj kolei, autostrad, miedzynarodowe transakcje walutowe pochlaniaja mnostwo czasu. Miejscowa waluta, kip, nie jest wiele warta. Banknot o najwyzszym nominale to 5000, a jeden dolar USA wart jest (luty 2002) prawie dwa razy wiecej. Wieksze zakupy warto wiec robic w dolarach, albo tajlandzkich bahtach - obie te waluty sa w zasadzie legalnym srodkiem pienieznym - oszczedzajac sobie tym samym noszenia grubych zwitkow pieniedzy.
Na przejsciu granicznym zjawiam sie punk szosta rano. Odprawa przebiega sprawnie i juz po chwili, z Irlandczykiem, Wlochem i para Szwedow, ktorzy przyjechali ze mna z Bangkoku jade do centrum miasta. Ulice powoli budza sie do zycia, gdzies pieje kogut. Poboczem idzie grupa mnichow buddyjskich, w rekach kosze na datki. Mieszkancy przydroznych domow czekaja juz z jedzeniem, czasem pieniedzmi. Buddyzm jest dominujaca religia w Laosie. Od kazdego mezczyzny oczekuje sie, ze po skonczeniu szkoly, a przed podjeciem pracy spedzi jakis czas w klasztorze, zyjac jak mnich. Dawniej byl to rok, obecnie wystarczaja dwa, trzy tygodnie.
Vientiane - najwyzszy budynek jaki widzialem ma piec pieter wysokosci. Tylko glowne ulice sa asfaltowe, te mniej wazne to po prostu bite "wiejskie" drozki. Vientiane nie ma za wiele do zaoferowania, kilka swiatyn, dwa muzea - sztuki religijnej oraz Muzeum Rewolucji, kilka stup. Wieczorem najlepiej pojsc na brzeg rzeki, Mekongu, gdzie tuz przed zachodem slonca pojawiaja sie malenkie restauracje serwujace tajskie, chinskie i oczywiscie laotanskie potrawy. "Ogrodki piwne" zapraszaja, a Beerlao - miejscowe piwo jest smaczne i tanie. Jeszcze jedna pozostalosc kolonialnej przeszlosc - chleb. Terytorium Laosu nalezalo kiedys do Francji, bagietki mozna kupic na kazdym kroku.
Autobus nr 1, przedsionek piekiel...
Jade na polnoc, w strone granicy z Chinami. Na stacji autobusowej zjawiam sie w ostatniej chwili, autobus do Vang Vieng juz odjezdza. Moj plecak laduje na dachu, wsiadam. Jestem jednym z ostatnich pasazerow i nie ma juz miejsc siedzacych. Vang Vieng jest niedaleko, 170 kilometrow, ale ze wzgledu na stan drog podroz ma potrwac prawie cztery godziny. Pierwsza polowa drogi jest w miare przyjemna, jezdnia biegnie po rowninie, autobus pedzi przeganiajac ze swej drogi wszystkie mniejsze pojazdy glosnym rykiem klaksonu. Po poltorej godzinie rownina sie konczy, wjezdzamy w gory, predkosc autobusu spada drastycznie, pojawiaja sie zakrety. Na szczescie ktos wysiada i moge usiasc.
| Oceń relację |
LaosWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















