Rosja - Ural Polarny 2001
olga Wyświetlono: 1631 razy 2003-12-03 17:35:50![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.05 (75 głosów) |
Wyprawa na granice europejsko-azjatycką celem sprawdzenia, czy koło polarne istnieje naprawdę, czyli podróż do "słonecznej Workuty".
W 2001 roku z grupą znajomych udaliśmy się kolejny raz do Rosji. Tym razem za cel wyprawy wyznaczyliśmy sobie masyw Urala, a dokładnie jego najbardziej wysuniętą na północ część - Ural Polarny.
Więcej o tym, jak za koło polarne dotarliśmy przeczytać można na mojej stronie: www.olga.prv.pl. A niżej opowiem o tym co spotkało nas już na samym Uralu.
Trasa Workuta-Siejda-Labytnangi, to jedna z ciekawszych linii kolejowych Rosji. Liczy ona około 400 km., które pokonuje się w 12 godzin, powoli wyjeżdżając z tundry i zbliżając się do olbrzymiego masywu Urala. Jakość torów pozostawia wiele do życzenia, wagonami trzęsie i rzuca. Pociąg stawał co jakiś czas, na coraz to mniejszych stacjach, złożonych z czasem tylko 2-3 budynków. Mieszkańcy wyładowywali towary dla miejscowego sklepu lub tylko dla siebie. Na większych stacjach pojawiały się nieodłączne "babuszki", tutaj czasem w postaci 10-letnich chłopców, sprzedające za 4 ruble najlepsze chyba w Rosji pierożki. Na jednej ze stacji Jacek zjadł 7 takich porcji. Niestety "wreszcie" pojawiły się również i komary, od których tubylcy odganiali się ze stoickim spokojem. Współpasażerowie w naszym wagonie, a jedziechliśmy - w ramach cięć budżetowych - obszczym, czyli jakby trzecią klasa, są dość specyficzni. Dużo geologów, górników jadących po weekendzie do pracy.
Ural Polarny - najbardziej na północ wysunięta część gór Ural, oddzielających Europę od Azji. Wysokości bezwzględne nie są tutaj wielkie, najwyższe szczyty osiągają 1300-1400 m. npm (najwyższy szczyt całego pasma Urala - Narodna ma 1895 m.). Jednak rzeczywiste przewyższenie jest dość duże, ponieważ wychodzi się tutaj praktycznie z poziomu morza, czasem z 100-200 m. npm..
Ponieważ mieliśmy już sporo bagaży (kapcie, skóry, rogi, książki, obrazki i inne suveniry), zadecydowaliśmy, ze nie będziemy spać pod namiotem, ale udamy się do jednej z licznych tutaj turbaz. Idąc za rada architekta Kroszyna wysiedliśmy na stacji bez nazwy, na 110 km miedzy Siejdą a Labytnangą, gorąco witani przez komary spragnione widać "nowej krwi". Turbaza tutejsza wyglądała bardzo przyzwoicie. Warunki takie jak w naszych schronisko, można było używać kuchni i tylko prysznic z wyłącznie zimną wodą był pewnym dyskomfortem.
| Oceń relację |
Komentarze
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















Byloby pięknie,gdyby nie te komary.BRRRRRR...