• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Rowerem do Rzymu i w Alpy 2001 cz.3

wdroge Wyświetlono: 479 razy 2005-12-03 19:14:26
  Ocena:2.99 (70 głosów)


Po skalistej, upalnej i górzystej Istrii przyszedł czas na obranie kursu w kierunku Niziny Padańskiej. Odpoczynek po morderczych podjazdach należał się nam jak psu kiełbasa.

Włochy miały być naszym głównym punktem wyprawy. Najwięcej waluty mieliśmy właśnie w lirach. Dziś, prawdziwych lirów już nie ma... Cóż, Unia Europejska zniszczyła tradycyjne europejskie waluty: liry, marki niemieckie, szylingi, guldeny.

DZIEŃ 12 113 km

Rano rozejrzeliśmy się po Novigradzie. Miejscowość
była typowo turystyczna. Wysłałem widokówkę do domu,
żeby rodzina wiedziała, że jeszcze żyję. Powoli kończyliśmy
naszą przygodę z Chorwacją. W sklepie postanowiliśmy
wydać ostatnie kuny i lipy. Kupiliśmy kilkanaście
plasterków mielonki, pieczywo i zupełnie spłukani
pojechaliśmy w stronę Triestu. Po drodze chwilę byliśmy
znowu w Słoweni. Brakło nam jedzenia. Mieliśmy mnóstwo
lirów ale do Włoch było jeszcze 10-15 kilometrów. Piotrek
nie wytrzymał i wymienił 5 DM na słoweńskie tolary. Ja

Przejazd przez Triest mógł się dla nas skończyć
tragicznie. Postanowiliśmy zaoszczędzić sobie kłopotów
nawigacyjnych i wjechaliśmy na estakadę. Okazało się, że
nie ma tam pobocza, tiry zaczęły na nas trąbić, a na
nieszczęście nie było żadnego zjazdu do miasta. Po kilku
kilometrach balansowania pomiędzy kołem ciężarówki i
barierką ochronną w końcu udało się zjechać. Te kilka
kilometrów kosztowało nas wiele nerwów.
W Trieście pierwszy raz widzieliśmy betonowe plaże.

DZIEŃ 13 141,3 km

Wenecja była jednym z wielu punktów naszej podróży. Okryta jest sławą wyjątkowego miasta. My zapamiętamy Wenecję głównie z licznych mostów. Wyjaśnię, że są to mosty schodkowe, przez które nie można było przeprowadzać rowerów. Za każdym razem musieliśmy więc brać nasze pojazdy z cięzkimi sakwami w ręce i przenosić na drugą stronę kanału. Po dziesiątej takiej przeprawie przez wenecki most mieliśmy dość. Zwiedzać jednak trzeba.

O rejsie gondola nawet nie myśleliśmy. Żadna to dla nas atrakcja, a i koszt takiekiej przejażdżki jest powalający.
Bazylika św. Marka była zamknięta tego dnia, gdyż na Placu św. Marka odbywała się próba przed koncertem Iglesiasa seniora. Sam Iglesias nas nie interesował, więc wykonaliśmy standardowe foto z widokiem na sztandarowy zabytek miasta. Poszwędaliśmy się jeszcze po Wenecji, żeby zobaczyć to "cudo" od podszewki. Żadnej rewelacji nie było. Wszędzie wilgoć, odpadające od budynków tynki, a w kanałach podobno są szczury. Jednym zdaniem: Wenecja nas nie powaliła z nóg. Chyba, że rozumieć to jako wyczerpanie fizyczne, którego tam doznaliśmy. W Wenecji najbardziej podobał mi się długi, stary, kamienny most prowadzący na stały ląd. Jest to jedyna droga, którą można wyjechać z miasta.

Kilkanaście kilometrów za Wenecją zrobiło się ciemno. Znaleźliśmy przydrożną stację benzynową z trawnikiem obok. Stacja była zamknięta, więc postanowiliśmy skorzystać z trawnika, rozłożyc karimaty i zasnąć snem sprawiedliwego.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje

WłochyChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju