Autostopem z Indii (część 6, Powrót do domu)
Pawel Palasz Wyświetlono: 2338 razy 2003-12-02 21:31:21![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.64 (103 głosów) |
Pociągiem jest do Dehli tylko 3 godziny, więc za ostatnią kasę, którą mam w kieszeni docieram do moich bagaży. Wymieniam częśc pozostałych dolarów i idę na obiad...
62 Delhi raz jeszcze start
Pociągiem jest do Dehli tylko 3 godziny, więc za ostatnią kasę, którą mam w kieszeni docieram do moich bagaży. Wymieniam częśc pozostałych dolarów i idę na obiad. Express do Amitsaru kosztuje 450 rs, nie stać mnie. Biegam pomiędzy kasami, stoję w kilku jakiś kolejkach, wreszcie udaje mi się kupić bilet za 154 rs, więc stac mnie jeszcze na jakieś zakupy.
W pociągu maje miejsce jest znów przebukowane i mam sąsiada. Oprócz mnie do Amitsaru jedzie jakaś Japonka więc nie jestem jedynym turystą. Ona jedzie do Pakistanu przedłużyć indyjską wizę, czego nie można zrobić w Indiach.
63 Do Pakistanu start
Dzień jest jeszcze młody więc nie jadę do świątyni, ale od razu do Pakistanu. Razem z Japonką bierzemy autobus do granicy. Wszystko już mnie wkurza. Chociaż przez godzinę, chciałbym poruszać się swobodnie nie będąc w centrum uwagi. Prawie chcę bić natrętnego tragarza. Chyba najwyższy czas wracać. Moja psychiczna i częściowo fizyczna wytrzymałość już się skończyła. A już na pewno kończy się moja wypłacalność, ponieważ mam jeszcze całe 70 dolarów i muszę jeszcze wydać 10 na wizę do Turcji. Reszta musi starczyć. Pakistański celnik chce mi zabrać nóż. Twierdzę, że jest mi potrzebne takie bojowe narzędzie bo Pakistan jest niebezpieczny. Wtedy ten wyjeżdża na mnie z mordą, że jeśli jest niebezpieczny to niech wracam do domu. Ja na to, że właśnie to robię. Nie oddaje mu noża.
W Lahore ryksiarz nie wie, gdzie jest YWCA, zawozi mnie do YMYA, gdzie nie ma hotelu. Tam jakiś turysta wyjaśnia mi jak dotrzeć na właściwe miejsce zaledwie kilometr dalej, jednak mój ryksiarz chce teraz więcej kasy. Ale to nie moja wina, że nie znał drogi. Wtedy przychodzą grubi policjanci i zaczynają targać chudego ryksiarza prawie przewracając nim jego pojazd. Koleś jest naprawdę przerażony. Nie wiem, co jest grane i wolę się zmyć. Zostawiam 10 rs za jazdę. Ale akcja.
Piechotą z plecakiem trochę schodzi mi się czasu, żeby dotrzeć, gdzie trzeba. Trafiam na jakąś przyczepę kempingową, z której sprzedaje się dość tanio, bo za jedyne 10 rs , ryż z warzywami. Danie okazuje się smakowite, szczególnie że jestem głodny po całej podróży przez granicę.
Wreszcie docieram do bramy schroniska z jego wąsatymi strażnikami. Nowi podróżnicy z Indii lub do Indii, ja mam na razie dość i idę spać.
64 Lahore raz jeszcze start
Quetta Express odjeżdża o 11 rano. Czeka mnie jakieś 40 godzin podróży przez pół Pakistanu, aż pod Afgańską granicą, później znów 20 godzin autobusem przez pustynię Baluchistanu do granicy z Iranem. Odlot, już nie mogę się doczekać.
Tym razew mam w pociągu jakieś normalne miejsce siedzące, ale oczywiście nie ma szans na miejsce do leżenia.
| Oceń relację |
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















