Pireneje - part I.
kalinow Wyświetlono: 406 razy 2005-11-25 10:48:25![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.83 (42 głosów) |
Tekst ten zawiera zapiski robione podczas dwutygodniowej samotnej wędrówki po hiszpańskiej stronie Pirenejów. Pieszą wędrówkę rozpocząłem 14 czerwca 1996 roku w miejscowości Jaca, a zakończyłem 26 czerwca w miejscowości Ainsa. Przez znaczną część drogi korzystałem z mapy w skali 1:400000. Nastawiłem się na "odkrywanie" gór bez dokładnej mapy. Podczas wędrówki starałem się iść w kierunku wschodnim tam, gdzie mnie "oczy poniosą". Miałem ze sobą maleńki, jednoosobowy stilonowy namiocik. Nie miałem ze sobą kuchenki gazowej, a wziąłem jedynie dwa opakowania paliwa turystycznego w kostkach. Bagaż ograniczyłem do niezbędnego minimum.
Dzień 1
13 czerwca 1996, czwartek. Jestem już w autobusie jadącym z Walencji do Saragossy. Wyjazd o godz. 10:00. Bilet kosztował 1555 pts. Firma przewozowa nazywa się "Arion Express". Autobus jest duży, z tyłu ma stół i kanapy wokól niego. Można urządzić bankiet lub zagrać w karty. Czuję się jakbym był nie w autobusie, a w samolocie. Autobus ma potężny silnik. Potrafi jadąc ostro pod górę przyśpieszać tak, jakby jechał po równym, a przy tym wydaje odgłos jak odrzutowy samolot.
v
Teren przez który jedziemy jest górzysty i suchy, nieprzyjazny dla pieszych wędrówek. Okolica sprawia wrażenie niechlujnej. Pełno wąwozów, nieużytków, resztki wyschniętej trawy, kamienie, wszystko w odcieniach czerwieni. Ziemia jest pylista, brudząca od razu buty. W wielu miejscach rosną duże agawy. Po prawej stronie w odległości kilku kilometrów w sinej mgle czają się góry, mają do 1400 metrów wysokości. Miejscami mijamy zagajniki karłowatych drzew iglastych, gdzieniegdzie rosną kępy żółtych kwiatów. Mało jest zabudowań. Okolica sprawia wrażenie ubogiej, miejscami widać ruiny gospodarstw. Ogólnie krajobraz jest smętny. Koryta rzek bez wody, dużo sypiących się skał. Jedynie miejscami trafiają się maleńkie poletka zbóż i niewielkie sady oliwkowe. Jakże wspaniała i urodzajna jest Polska w porównaniu z tym, co tu widzę - jakbyśmy mieszkali w raju.
Po drodze mijamy śliczną wioskę Jerica, położoną pośród gór. Pośrodku wioski stoi wysoka wieża otoczona murem obronnym. Wioska jest zwarta, z ciasnymi uliczkami. Wygląda tak, jakby czas zatrzymał się w niej na kilkaset lat.
Trafiło mi się miejsce koło zakonnicy. Nie udało się nam porozmawiać, nie znała angielskiego, a ja po hiszpańsku też nie potrafię. Cały tył autobusu był wolny, przesiadłem się. W autobusie było nie więcej niż 20 osób.
Godz. 11:15. Postój przy jakimś zajeździe. Wypiłem piwo za 150 pts. Znieczuliłem się tym piwem. Autobus pojechał prawdopodobnie zatankować. Mam nadzieję, że wróci.
Wrócił. Jedziemy dalej. Bardzo rozległe krajobrazy z niewielkimi górami pokrytymi krzakami. W wielu miejscach widzę ładne, kamienny mosty. Skały - chyba piaskowce. Do Saragossy 203 km. Minęliśmy ładnie położoną wioskę - La Puebla da Valverde. Ogólnie, krajobraz smutny, jak w centralnej Anatolii w Turcji.
Wjeżdżamy w rozległą dolinę, widać dużo czerwonej ziemi. W autobusie jest wideo, jakiś niesamowity film SF - poplątanie średniowiecza z teraźniejszością, prawie tak samo jak za oknem autobusu. Zjeżdżamy w dół. Czuję ucisk w uszach. Dojeżdżamy do miasta Teruel. Dużo czerwonych domów. Do Saragossy 184 km. Na stromych zboczach wzgórz widoczna jest warstwowa budowa skał niczym w kanionie Kolorado.
| Oceń relację |
HiszpaniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju















