Grossglockner - Nie tylko dla orłów
tojazwin Wyświetlono: 750 razy 2005-11-18 14:23:47![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.58 (86 głosów) |
Grossglockner - Nie tylko dla orłów
www.tompress.wroclaw.pl
Wstęp:
Grossglocknera na żywo po raz pierwszy zobaczyłem latem 2002 roku. Spędzałem wówczas swój pierwszy dłuższy urlop w austriackich Alpach i w dzień odpoczynkowy wybraliśmy się na samochodową wycieczkę słynną Hochalpenstrasse (myto 26 euro). Stojąc na parkingu Gletscherblick pomyślałem sobie, że jak bym wszedł na taką górę, to byłbym dopiero gość...
Ponieważ w tym roku (2004) na wakacje wybieram się do Południowego Tyrolu, w okolice Grupy Ortlera (do 3905 m n.p.m.), postanowiłem zdobyć trochę doświadczenia na nieco większych alpejskich wysokościach, niż wspinałem się do tej pory (do ok. 3100 m). Grossglockner był w tym wypadku znakomitym adresem.
Oczywiście zamierzałem zyskać to doświadczenie pod fachowym okiem i opieką, bo nie należę do tych, co to sami wszystko wiedzą najlepiej. Mój wybór padł na Polski Klub Alpejski z Tychów. Po pierwsze dlatego, że od jakiegoś czasu w Internecie śledziłem jego dokonania i wydały mi się one naprawdę na poziomie, po drugie zaś dlatego, że miał w programie wyprawę w odpowiednie miejsce i w odpowiednim czasie. Kilka rozmów telefonicznych oraz wymiana e-maili z Prezesem Klubu, Bogusiem Magrelem, podbudowały moje wrażenie, że mam do czynienia z właściwymi ludźmi.
Dzień pierwszy, 18.05.2004:
Uczestnicy wyprawy PKA spotkali się przy dworcu PKP, w Katowicach, 18 maja. Ku mojej uldze okazało się, że większość kandydatów na zdobywców najwyższego szczytu Austrii jedzie po raz pierwszy z tym Klubem - nie byłem więc jedynym nowym w towarzystwie. Chętnych na „Grossa” było 13 (w tym dwie damy), na szczęście grupę uzupełniali liczebnie Prezes Boguś i prowadzący Albert, a na miejscu miało dojechać trzech goprowców w roli kolejnych prowadzących. Na razie w 15 osób (plus kierowcy) zapakowaliśmy się do dwóch busów VW T4. Po drodze uzupełniliśmy zaopatrzenie i sprzęt. Między innymi każdy dostał torbę żarcia, które moim zdaniem powinno było starczyć na dwukrotnie dłuższy czas, niż przewidywał kalendarz wyprawy. Zresztą, jak ktoś przy okazji mądrze stwierdził, zjeść to by jeszcze może dało radę, ale gorzej z noszeniem. Okazało się, że Grossglocknera zdobywamy od strony południowej, trzeba więc było dojechać do Kals, objeżdżając Wysokie Taury przez Wiedeń, Graz i Klagenfurt.
Dzień drugi, 19.05.2004:
Na miejsce dotarliśmy o świtaniu - akurat było nieco czasu na przepakowanie plecaków, zanim otworzyli schronisko Lucknerhaus (1920 m). Po skorzystaniu z toalet i kawiarni (kolejność dowolna) udaliśmy się na pierwszy odcinek bojowy. Początkowo szliśmy spokojnym spacerkiem drogą, która stopniowo zawęziła się do ścieżki.
| Oceń relację |
AustriaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju























