DANIA państwo Wikingów i Hamleta - maj 2002
marasia Wyświetlono: 3139 razy 2003-11-26 22:52:34![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.00 (64 głosów) |
Naszą podróż rozpoczęliśmy już o 10.00 rano we wtorek, tak żeby zdążyć na prom do Kopenhagi o 22.00. W Świnoujściu byliśmy już na dwie godziny przed odpłynięciem promu i powolutku zaokrętowaliśmy się...
...Czekały na nas "zarezerwowne" fotele lotnicze, których jedyną zaletą było to, że były darmowe. Ponieważ przez całą noc bardzo mocno wiała dmuchawa, która była tuż nad nami, więc było nam okropnie zimno. Jakoś jednak to przetrwaliśmy i w środę rano 1 maja, dotarliśmy do brzegów Danii.
Pierwszą rzeczą, którą zauważyliśmy był most nad cieśniną Sund, rozciągnięty pomiędzy Szwecją a Danią. Ciekawostką jest to, że część trasy pomiędzy Kopenhagą a Malmö (około 40%) przebiega po dnie morskim i dopiero dalej w kierunku Szwecji droga "wychodzi" z morza i przechodzi w most. Było to bardzo szokujące dla nas. Szczególnie jeżeli pomyśli się, jak ciężko u nas zbudować most przez Wisłę.
Zaraz za mostem pojawiły się "wiatraki", a właściwie śmigła elektrowni wiatrowej. Ciekawostką jest to, że postawiono je w morzu. Trochę tam wiało i na pewno opłacało się je tam umieścić. Dla Duńczyków to chyba normalne, ale dla nas było to bardzo niesamowite. U nas w kraju byłoby to niemożliwe. A tu proszę. "Hej wysoko ci u nas technika stanęła, wysoko" - jak powiada jeden z naszych wielkich pisarzy.
Po dopłynięciu promu do nabrzeża wraz z tłumem Polaków ruszyliśmy na brzeg. Trochę czasu trwała odprawa, bo tylko 5% osób odprawiana była w okienku dla mieszkańców państw Unii Europeskiej, a cała reszta w okienku "Other countries". Poczuliśmy się jak ktoś gorszy, ktoś obcy, ktoś niepożądany. Uważamy się za kogoś ważnego, jednak dla Zachodu to jesteśmy bardzo egzotyczni i daleko w tyle za państwami UE.
Po przejściu tej kontroli i opuszczeniu terminala, zrobiliśmy pierwsze kroki na duńskiej ziemi.
Pierwszym etapem naszej wycieczki było przejście przez kopenhaską starówkę od terminala portowego do dworca kolejowego. To był taki rozpoznawczy spacerek, który miał nam dać rozeznanie tego, co ciekawego jest w Kopenhadze. To "rozpoznanie" dało nam nieźle w kość, bo do przejścia było jakieś 2,5 km. Trochę sporo, szczególnie jeśli idzie się z pełnymi plecakami.
Kopenhaga
Prom przypływający ze Świnoujścia zatrzymuje się naprzeciw Kastellet, o kilkaset metrów od Kopenhaskiej Syrenki.
Tuż za terminalem portowym mija się fontannę Geliony, która przedstawia boginię Gelionę poganiającą jej czterech synów zamienionych przez nią w woły i zaprzęgniętych do sochy. Bogini otrzymała bowiem obietnicę od bogów, że dostanie tyle ziemi, ile zdoła zaorać w ciągu jednej nocy.
Obecnie fontanna ta jest nieczynna, bo jest odnawiana, ale i tak warto ją zobaczyć, szczególnie, że jest tuż przy wyjściu z terminala promowego.
Tuż za fontanną Gelfiony znajduje się niewielki kościółek Skt. Albans Kirke. Z zewnątrz wygląda na średniowieczny i chyba został w to miejsce skądś przeniesiony.
Za fontanną wznoszą się wały Kastellet, dawnej fortyfikacji.
| Oceń relację |
DaniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















